Prezydent gminy

Zastanawiam się – bo w przyszłym roku wybory – kto zostanie prezydentem mojej gminy. Moja gmina, to no właśnie… gdzie to właściwie jest? I to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, ponieważ tak będzie dla mniej lepiej, bezpieczniej… Dosyć tego epciu pepciu. Przejdźmy do konkretów. Wymóżdżyłem kogo niekoniecznie trzeba wybierać, nie ukrywam że mocno będę generalizował.

1.Chłop – jest po to, aby uprawiać rolę, albo kulturę, ale niekoniecznie musi pchać się do urzędu, ponieważ mimo wszystko gmina, to organizm wyższego rzędu niż rozlatująca się zaścianek. Ludzi o mentalności cepa jest sporo, ale panie my tak drugiej Japonii nie zbudujemy! Jeśli nawet taki jeden z drugim ma hemzetkę, holksawagen i horyzont, to nie znaczy że się nada na prezydenta. Wiadomym jest też, że horyzont na drodze między domem a chlewem jest dość wąski.

2. Nauczyciel – pewna klasyczka rzekła onegdaj, że nauczyciele rujnują budżet. No to gdy prezydentem zostanie nauczyciel, to reform w oświacie raczej nie będzie, a bilansik można przewidzieć cieniutki, jak cienka czerwona linia. I tak panie przez całą kadencję. Trudno wyobrazić sobie nauczyciela likwidującego i prywatyzującego szkoły, albo zwalniającego panią Zosię – księgową, albo pana Jurka – woźnego. Oni są przecież tacy sympatyczni!  Co istotne, taki nauczycielski wódz, będzie wiedział wszystko najlepiej i nie znosił sprzeciwu, nieprawdaż?

3. Urzędnik – poje… tego gatunku wydaje się być nie do opisania. Prezydent urzędnik kojarzy mi się z bezwładem decyzyjnym, kurczowym trzymaniem się papierków, i punktualnością do 15.00.  I jeśli pan inwestor z milionem dolców zapuka do drzwi urzędu o 15.05, nie będzie obsłużony. Bo urząd tutaj rulez! Nie jedna gmina przez prezydenta urzędnika stoczyła się i nie jedna jeszcze się stoczy. Tako żem rzekł.

4. Dziennikarz – Jak skasować gminę? Obierzcie sobie na prezydenta dziennikarza, to wam wywali wszystko do góry nogami. Dranie bez skrupułów. Wierzą w potęgę szczegółu, ale tutaj trzeba być ojcem narodu i przymykać oczy na różne niegodziwości. Prezydent dziennikarz, będzie też zwalczał miejscową prasę, radio i telewizję. Chce mieć monopol na rację.

Cdn.

W każdym siedzi jakaś hiena…

 

Dzisiaj będzie o konkursach piękności, czyli nagrodach. Znów okazałem się prorokiem globalnym, gdyż rok temu stwierdziłem w tymże periodyku, że różne Lisy, Olejniki i Żakowskie mają jakoby abonament na Grand Pressa. I co? Słowo ciałem się stało. Tomasz Lis dostał grand priksa za 2009 r., a szczerze pisząc myślałem, że nagrodę dostanie jakiś dziennikarz lokalny z Pcimia Dolnego. Ale wyszło na moje: że w Polsce mamy trzech, czterech dziennikarzy, reszta to sieroty opóźnione w rozwoju zwłaszcza te spoza telewizji i Warszawy.  A taki typ jak dziennikarz lokalny nie istnieje w ogóle. I kuniec.
Natomiast Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich ukarało Wojciecha Cieślę z „Dziennika – Gazeta Prawna” przyznając mu tytuł „Hieny roku”. Pan Wojtek  rozmawiał z jegomościem, który miał pogrążyć posła Platformy Obywatelskiej, znanego harcownika Janusza Palikota. Sęk w tym, że nie rozmawiał z tym, z którym myślał, że rozmawia. I wyszła z tego klasyczna komedia pomyłek. Dodam tylko, że warszawka już ujęła się za panem Wojtkiem, zebrano nawet jakieś podpisy. Przecież on taki sympatyczny jest, ten pan Wojtek, zostawcie go w spokoju! Moją uwagę za to zwróciła uwagę dobroduszność Palikota wyrażona na jego blogu, słowem dobry jest w te gierki.

SDP dopadło hienę na miarę swoich możliwości…

Diploma

diploma

Jak już pisałem. Redakcja tego bloga włącza się w koszykarskie życie miasta. Czego efektem jest dyplom powyżej. Notabene zdobyty po zażartych bojach. Szczególne podziękowania dla kolegów, którzy ambitnie walczyli, jestem pewien, że następna gierka wyjdzie nam lepiej. Na razie musi nas zadowolić osobisty podpis burmistrza Tomasza Kałużnego.  Łzy wzruszenia zalały mi twarz…

To mitomanki

Jest taki jeden Biernat, co się mitami zajmuje, Tadeusz profesor. Miałem nieprzyjemność egzaminacyjną z mitologią Biernata. A właściwie z wynalazkiem pod nazwą teoria polityki. Ów Biernat utrzymuję, że tępy lud łyknie nawet najbardziej nieprawdopodobna bzdurę, wystarczy ją atrakcyjnie ubrać. To taka moja luźna interpretacja tegoż. Coś w tym musi być, skoro w życiu nasłuchałem się już bredni, w które ludzie wierzyli jak w Matkę Boską Częstochowską… że ino zapodam kilka, których w przedziwny sposób nie mogę zapomnieć.
1.Litwini dobrze grają w koszykówkę, bo tam u nich konstrukcja koszy pozbawiona jest tablic. Normalnie mają same obręcze przytwierdzone do słupów. Dlatego też młodzież spod Kowna ma tak ułożone nadgarstki, że trafia tylko i wyłącznie czyściochy, bo jak nie ma tablicy, to nie ma od czego odbić piłki… proste nie.
2. Trener były selekcjoner Piechniczek, stwierdził niedawno, że Serbowie dobrze grają w piłkę nożną, ponieważ mają w organizmie geny czetników partyzantów z czasów II wojny światowej. Dlatego mimo trudnej sytuacji gospodarczej w tym kraju młodzież na ofunflanych (nie tam żadnych „Orlikach”) boiskach rżnie w piłkę na potęgę. Wszystko po to, aby się wyjechać grać na Zachód. Jest jeszcze opcja, że chłopaczki lubią po prostu grać, ale nie koniecznie zaraz do NRF-u wyjeżdżać.
3. Piechniczkową teorię o Serbach żywcem pasuje do tej, w której w koszykówkę potrafią grać tylko Murzyni. Kto Murzyna ma, u tego Murzyn gra?
4. Aha, no i Polacy, ci ponoć kontratak wyssali z mlekiem matki. Mamy gen o nazwie husaria, który uruchamia się podczas meczów piłkarskich. Dlatego potrafimy grać tylko z kontry. Z czego zazwyczaj do przerwy wychodzi nam 0:1.
Więcej bzdur nie pamiętam
ale
ciąg dalszy chyba nastąpi…

Uwolnić kretyna

11 listopada wziąłem paszport i przekroczyłem granicę Związku Radzieckiego na przejściu w Borzykowie. Z racji tego, że wykonywałem strategiczne czynności służbowe nie mogę zdradzać szczegółów operacji. Jednak nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie pewna idea, która na granicy unosiła się niczym balon napompowany helem, a zwróciła moją uwagę (no to na pewno musi być coś co uderzy w system korporacji buhehhehe). „Uwolnić wójta” w tych dwóch słowach ujęto, to co ogólnie wszyscy wiedzą, ale też wszyscy milczą na ten temat. Media też siedzą cicho w dziurze, bo zazwyczaj brakuje twardych dowodów. I żeby tylko tego.
Pomijając to, kto to tę akcję wymyślił to się trochę ucieszyłem, że ktoś oprócz mnie widzi ten problem. Celne było wskazanie paluchem, że korupcja, nepotyzm, kumoterstwo (choć może to w pojedynczych przypadkach jest dobre) w samorządzie najlepiej widać na zawalonych wiochach, gdzie kadencyjność wójtów często zamienia się w omnipotencję, żeby nie powiedzieć jakąś zafajdaną dynastię i rządy klanu. Ba! Nawet gówniane stołki w urzędach gminnych są etatami dziedzicznymi przechodzącymi z ojca na syna, z matki na córkę itd. Walka o te dożywotnie synekury idzie na noże. Totalna paranoja, to też strach przed nowym: nowymi porządkami, nowymi ludźmi i pomysłami.
Do tego dorzuciłbym jeszcze pewien społeczny fatalizm; gdy na fotelu wójta – kretyn zastępuje kretyna.  Jak to możliwe, że wyborcy dwa razy się pomylili? Skoro wybrali kretyna na urząd, to może sami są kretynami? Raczej problem tkwi w braku wyboru. Często bywa tak, że można wybrać tylko między śliniącym się grubasem a chudym przyjebem. Dlaczego tak się dzieje? Ci bardziej kompetentni i mądrzejsi w wyborach nie startują, bo albo nie mają kwalifikacji wyborczych: (nie są rolnikami, nie piją wódki, albo nie pracują w urzędzie, mają wyższe wykształcenie, lub czegoś się dorobili, odnieśli jakiś sukces), albo widząc to szambo (rada gminy wybierana w wyborach większościowych) dają sobie spokój. Tak zwana wykształcona młodzież, też ma jeden pomysł na życie, który można skwitować w trzech słowach: Spier… z tej wiochy!

Non omnis moriar…koszykówki we Wrześni

Na tym blogu wspieramy wszelkie akcje animacyjne i sanacyjne dotyczące koszykówki. Dlatego z zadowoleniem przyjmujemy kolejną inicjatywę Macieja Szelągiewicza, który organizuje drugą z rzędu imprezę koszykarską w naszym mieście. Maciej wysłał e-maile do mediów – także do Dystryktu Września - który w całości przytaczamy:

Amatorski Turniej Piłki Koszykowej Basket Cup Września 2009 to już historia. Turniej zakończył się sukcesem nie tylko sportowym. Pokazał, że w naszym regionie jest duża grupa ludzi kochających koszykówkę. W Turnieju wzięło wielu zawodników.
Młodzież wrzesińska odnosiła znaczące sukcesy na różnych szczeblach rozgrywek szkolnych, a drużyna seniorska dzielnie radziła sobie w rozgrywkach ligowych. Mecze ligowe gromadziły w hali przy ul. Słowackiego ogromne ilości kibiców.
We Wrześni zawsze były duże tradycje związane z koszykówką.
Myślę, że możemy te tradycje koszykarskie kultywować. Stworzenie silnej drużyny reprezentującej Wrześnię to zadanie dla trenerów, sponsorów i nauczycieli w szkołach.
Rozbudzenie jednak sympatii oraz zamiłowania do koszykówki możemy próbować organizując takie małe turnieje. Pierwszy pokazał, że chętnych nie brakuje.
W związku z dużym zainteresowaniem chętnie podejmę próbę zoorganizowania Gwiazdkowego Turnieju Koszykówki. To taki prezent gwiazdkowy dla sympatyków i miłośników koszykówki. Myślę, że to dobry sposób spędzania wolnego czasu dla mieszkańców Wrześni.
Spotkanie organizacyjne dla chętnych koszykarzy amatorów odbędzie się w piątek 13.11.2009 o godzinie 19.00 w hali sportowej Gimnazjum nr 2 we Wrześni przy ul. Słowackiego.
Maciej Szelągiewicz

Rzutmy rożne

 

Jak patrzę na ryj Smudy, to mogę powiedzieć, że nic z tego nie będzie. A jeśli już, to najwyżej kiszka. No, ale dla tak zwanej prasy centralnej – Gazety Wyborczej i nie tylko – to złoty cielec, zbawca, mesjasz, prorok kurna globalny. Choć tu i ówdzie pojawiają się już głosy rozsądku, że ten starszy pan od ponad roku niczego nie wygrał, przegrał prawie pewne mistrzostwo z Lechem Poznań itp., itd.
Parę lat temu przeczytałem wywiad z Maciejem Szczęsnym w Dużym Formacie, i fragment tej rozmowy – który szczególnie zapadł mi w pamięci – pozwoli wam poznać bliżej morfologię Smudy, zwanego również Franzem. 
 

 -  I jak było w szatni Widzewa?

- Chłopaki przyjęli mnie dobrze. Ale przy pierwszej przemowie trenera Franciszka Smudy dostałem padaczki ze śmiechu. Chłopaki byli przygotowani, postawili kołnierze od dresów, żeby zasłonić usta. “Frantz” mówi: “Dziś zajmiemy się rzutyma rożnami… rzutymi rożnemi…”, z boku ktoś podpowiada: “Trenerze, kornerami”, Smuda: “A chuj, kornerami”, to ja padłem, jakbym był w kabarecie. Ale po dwóch tygodniach byliśmy z “Frantzem” najlepszymi kumplami. Pozwolił mi dojeżdżać codziennie z Warszawy na trening, tylko żebym się nie tłumaczył, że się spóźniłem pięć minut, bo mi dróżnik w Przecławiu opuścił szlaban.

I co wy na to? Już widzę – oczyma wyobraźni – te kornery kadry narodowej…

Służba

 

Jestem groźny dla systemu korporacji. Do tego wniosku doszedłem dzisiaj dłubiąc w nosie. Dokopałem się do oczywistości, że w drodze po prawdę zatrzyma mnie Służba.  A Służba może to być różna. Służba Jej Królewskiej Mości może mi podłożyć jakąś Kurylenko, której trudno będzie się oprzeć. Służba Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest zaś podstępna. Najdzie mnie w nocy i zapłodni. No i jak wtedy z tym brzuchem będę biegał po mieście z kamerą w ręku lub jakimś długopisem, no jak się pytam. Służba Centralnego Biura Antykorupcyjnego  już nasłała na mnie Tomasza Małeckiego. Gościu od dwudziestu lat nie chce się ode mnie odczepić. Służba Niezidentyfikowanych Obiektów Latających może wysłać mnie do Dębiny, gdzie czai się ktoś potężniejszy, i porwą mnie jak nic. Żaden Fox Mulder mi nie pomoże, gdy na Marsie będę prostował banany. Piszę, bo mnie boli, nie… Piszę też yotubem, to co powyżej, to egzemplifikacja mojej mimo wszystko postawy propaństwowej. Szpieg Kondrat - Zacharski z drużyną wychodzi z Iraku, niby nic, a tu nagle góralskie “Krywaniu, Krywaniu”…w środku Bliskiego Wschodu napier…, te filmowce to umieją za jaja zapłać, ah…

Country hazard

 

Afera hazardowa, to tylko czubek góry lodowej na bezmiarze oceanu korupcji. O wielkości tej góry, ale bez warszawskiego czubka przekonuję się codziennie u nas na wsi. Tu nie chodzi o żadnego „Zbysia” czy „Grzesia”, lecz o wrzód, który pęcznieje na zdrowym ciele narodu. Otóż w każdym powiatowym city, albo country westernie jest mniejszy lub większy sklep geesowski, albo co gorsza piwosz ze stałą obsadą. W tychże przybytkach próżności, stoją elektroniczne pudła, które łykają monety za ułudę bogactwa. One-armed bandity wykorzystują teraz ciemny lud wrzesiński, bo ktoś wziął w łapę za to, że stoją w każdym sklepie, w każdy przysłowiowym Słomowie.
Ale to jeszcze pół biedy.
Te pudła z kuszącymi światełkami, masowo produkują inne patologie. Hazardowanie się sprzyja alkoholizmowi. Przecież piwko jedno, drugie, albo jakaś małpeczka wzmacniają chęć bezrozumnego pozbywania się forsy. Z drugiej strony promile uśmierzają rodzącą się w mózgu myśl, że karmiąc zylami bandytę odmawiamy dziecku chipsa. Zarabianie na biedzie i rozpijanie pańszczyźnianych chłopów, to przecież pomysł opatentowany już przez starożytnych Indian.
Wsiowy hazard pobudza również bandyctwo. Wkrótce nie będzie niczego… Skoro w każdym takim pudle, jest 2-3 tysiące złotych. To nic dziwnego, że włamania do wiejskich sklepów, to ostatnie pozycja numer jeden na topliście, grup mniej lub bardziej zorganizowanych.
Hazard to diabeł i zgorszenie. Amen!

Szklana pułapka

Wieści znad Wrześnicy, a właściwie ze wsi stołecznej Kołaczkowo, czyli zewsząd:
1.W gronie fachowców stwierdziliśmy, że za kilka lat będę wrakiem. Wyprutym z życia zombi, psem łańcuchowym ciągle biegającym z torbą na ramieniu z wywalonym ozorem. A przecież mogłem być doktorem, jak chciał tatuś, grzebać w pochwach i brać grubą kasę. Wymyśliłem sobie, że zostanę doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego burmistrza Wrześni, albo wójta Kołaczkowa. Wpierw jednak napiszę książkę na temat rozwoju i znaczenie reżimów międzynarodowych na przykładzie reżimu nieproliferacji broni jądrowej…
2.Myszki Miki schodzą z pól. Zima idzie. Naród w popłochu wykupuje pułapki, bo nikt nie chce mieć gada w domu. Polecamy szklane pułapki,  a la Bruce Willis.  A on – jak wiadomo – jest niezawodny i zdąża na czas.
3. Eurobasket się skończył. Emocje zerowe, nic nie widziałem. Ale podejrzewam, że był totalny syf i ściema – prasa zresztą doniosła. Wyszło na moje, bo na tym blogu napisałem, że Koszarek będzie podawał do Gortata i tak wespół z zespół coś ugrają, niewiele, ale zawsze coś. Po prostu prorok jestem.
4. Do Wrześni przyjechał Antek, tak to ten sam od Pentliczka i Entliczka. Otwarł „Orlika”. Potem poproszono mnie, abym ja otwarł (a właściwie przetestował), a wiadomo że robię wszystko po swojemu, co widać na załączonym video.

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";