Uwolnić kretyna

11 listopada wziąłem paszport i przekroczyłem granicę Związku Radzieckiego na przejściu w Borzykowie. Z racji tego, że wykonywałem strategiczne czynności służbowe nie mogę zdradzać szczegółów operacji. Jednak nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie pewna idea, która na granicy unosiła się niczym balon napompowany helem, a zwróciła moją uwagę (no to na pewno musi być coś co uderzy w system korporacji buhehhehe). „Uwolnić wójta” w tych dwóch słowach ujęto, to co ogólnie wszyscy wiedzą, ale też wszyscy milczą na ten temat. Media też siedzą cicho w dziurze, bo zazwyczaj brakuje twardych dowodów. I żeby tylko tego.
Pomijając to, kto to tę akcję wymyślił to się trochę ucieszyłem, że ktoś oprócz mnie widzi ten problem. Celne było wskazanie paluchem, że korupcja, nepotyzm, kumoterstwo (choć może to w pojedynczych przypadkach jest dobre) w samorządzie najlepiej widać na zawalonych wiochach, gdzie kadencyjność wójtów często zamienia się w omnipotencję, żeby nie powiedzieć jakąś zafajdaną dynastię i rządy klanu. Ba! Nawet gówniane stołki w urzędach gminnych są etatami dziedzicznymi przechodzącymi z ojca na syna, z matki na córkę itd. Walka o te dożywotnie synekury idzie na noże. Totalna paranoja, to też strach przed nowym: nowymi porządkami, nowymi ludźmi i pomysłami.
Do tego dorzuciłbym jeszcze pewien społeczny fatalizm; gdy na fotelu wójta – kretyn zastępuje kretyna.  Jak to możliwe, że wyborcy dwa razy się pomylili? Skoro wybrali kretyna na urząd, to może sami są kretynami? Raczej problem tkwi w braku wyboru. Często bywa tak, że można wybrać tylko między śliniącym się grubasem a chudym przyjebem. Dlaczego tak się dzieje? Ci bardziej kompetentni i mądrzejsi w wyborach nie startują, bo albo nie mają kwalifikacji wyborczych: (nie są rolnikami, nie piją wódki, albo nie pracują w urzędzie, mają wyższe wykształcenie, lub czegoś się dorobili, odnieśli jakiś sukces), albo widząc to szambo (rada gminy wybierana w wyborach większościowych) dają sobie spokój. Tak zwana wykształcona młodzież, też ma jeden pomysł na życie, który można skwitować w trzech słowach: Spier… z tej wiochy!

Non omnis moriar…koszykówki we Wrześni

Na tym blogu wspieramy wszelkie akcje animacyjne i sanacyjne dotyczące koszykówki. Dlatego z zadowoleniem przyjmujemy kolejną inicjatywę Macieja Szelągiewicza, który organizuje drugą z rzędu imprezę koszykarską w naszym mieście. Maciej wysłał e-maile do mediów – także do Dystryktu Września - który w całości przytaczamy:

Amatorski Turniej Piłki Koszykowej Basket Cup Września 2009 to już historia. Turniej zakończył się sukcesem nie tylko sportowym. Pokazał, że w naszym regionie jest duża grupa ludzi kochających koszykówkę. W Turnieju wzięło wielu zawodników.
Młodzież wrzesińska odnosiła znaczące sukcesy na różnych szczeblach rozgrywek szkolnych, a drużyna seniorska dzielnie radziła sobie w rozgrywkach ligowych. Mecze ligowe gromadziły w hali przy ul. Słowackiego ogromne ilości kibiców.
We Wrześni zawsze były duże tradycje związane z koszykówką.
Myślę, że możemy te tradycje koszykarskie kultywować. Stworzenie silnej drużyny reprezentującej Wrześnię to zadanie dla trenerów, sponsorów i nauczycieli w szkołach.
Rozbudzenie jednak sympatii oraz zamiłowania do koszykówki możemy próbować organizując takie małe turnieje. Pierwszy pokazał, że chętnych nie brakuje.
W związku z dużym zainteresowaniem chętnie podejmę próbę zoorganizowania Gwiazdkowego Turnieju Koszykówki. To taki prezent gwiazdkowy dla sympatyków i miłośników koszykówki. Myślę, że to dobry sposób spędzania wolnego czasu dla mieszkańców Wrześni.
Spotkanie organizacyjne dla chętnych koszykarzy amatorów odbędzie się w piątek 13.11.2009 o godzinie 19.00 w hali sportowej Gimnazjum nr 2 we Wrześni przy ul. Słowackiego.
Maciej Szelągiewicz

Rzutmy rożne

 

Jak patrzę na ryj Smudy, to mogę powiedzieć, że nic z tego nie będzie. A jeśli już, to najwyżej kiszka. No, ale dla tak zwanej prasy centralnej – Gazety Wyborczej i nie tylko – to złoty cielec, zbawca, mesjasz, prorok kurna globalny. Choć tu i ówdzie pojawiają się już głosy rozsądku, że ten starszy pan od ponad roku niczego nie wygrał, przegrał prawie pewne mistrzostwo z Lechem Poznań itp., itd.
Parę lat temu przeczytałem wywiad z Maciejem Szczęsnym w Dużym Formacie, i fragment tej rozmowy – który szczególnie zapadł mi w pamięci – pozwoli wam poznać bliżej morfologię Smudy, zwanego również Franzem. 
 

 -  I jak było w szatni Widzewa?

- Chłopaki przyjęli mnie dobrze. Ale przy pierwszej przemowie trenera Franciszka Smudy dostałem padaczki ze śmiechu. Chłopaki byli przygotowani, postawili kołnierze od dresów, żeby zasłonić usta. “Frantz” mówi: “Dziś zajmiemy się rzutyma rożnami… rzutymi rożnemi…”, z boku ktoś podpowiada: “Trenerze, kornerami”, Smuda: “A chuj, kornerami”, to ja padłem, jakbym był w kabarecie. Ale po dwóch tygodniach byliśmy z “Frantzem” najlepszymi kumplami. Pozwolił mi dojeżdżać codziennie z Warszawy na trening, tylko żebym się nie tłumaczył, że się spóźniłem pięć minut, bo mi dróżnik w Przecławiu opuścił szlaban.

I co wy na to? Już widzę – oczyma wyobraźni – te kornery kadry narodowej…

Służba

 

Jestem groźny dla systemu korporacji. Do tego wniosku doszedłem dzisiaj dłubiąc w nosie. Dokopałem się do oczywistości, że w drodze po prawdę zatrzyma mnie Służba.  A Służba może to być różna. Służba Jej Królewskiej Mości może mi podłożyć jakąś Kurylenko, której trudno będzie się oprzeć. Służba Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest zaś podstępna. Najdzie mnie w nocy i zapłodni. No i jak wtedy z tym brzuchem będę biegał po mieście z kamerą w ręku lub jakimś długopisem, no jak się pytam. Służba Centralnego Biura Antykorupcyjnego  już nasłała na mnie Tomasza Małeckiego. Gościu od dwudziestu lat nie chce się ode mnie odczepić. Służba Niezidentyfikowanych Obiektów Latających może wysłać mnie do Dębiny, gdzie czai się ktoś potężniejszy, i porwą mnie jak nic. Żaden Fox Mulder mi nie pomoże, gdy na Marsie będę prostował banany. Piszę, bo mnie boli, nie… Piszę też yotubem, to co powyżej, to egzemplifikacja mojej mimo wszystko postawy propaństwowej. Szpieg Kondrat - Zacharski z drużyną wychodzi z Iraku, niby nic, a tu nagle góralskie “Krywaniu, Krywaniu”…w środku Bliskiego Wschodu napier…, te filmowce to umieją za jaja zapłać, ah…

Country hazard

 

Afera hazardowa, to tylko czubek góry lodowej na bezmiarze oceanu korupcji. O wielkości tej góry, ale bez warszawskiego czubka przekonuję się codziennie u nas na wsi. Tu nie chodzi o żadnego „Zbysia” czy „Grzesia”, lecz o wrzód, który pęcznieje na zdrowym ciele narodu. Otóż w każdym powiatowym city, albo country westernie jest mniejszy lub większy sklep geesowski, albo co gorsza piwosz ze stałą obsadą. W tychże przybytkach próżności, stoją elektroniczne pudła, które łykają monety za ułudę bogactwa. One-armed bandity wykorzystują teraz ciemny lud wrzesiński, bo ktoś wziął w łapę za to, że stoją w każdym sklepie, w każdy przysłowiowym Słomowie.
Ale to jeszcze pół biedy.
Te pudła z kuszącymi światełkami, masowo produkują inne patologie. Hazardowanie się sprzyja alkoholizmowi. Przecież piwko jedno, drugie, albo jakaś małpeczka wzmacniają chęć bezrozumnego pozbywania się forsy. Z drugiej strony promile uśmierzają rodzącą się w mózgu myśl, że karmiąc zylami bandytę odmawiamy dziecku chipsa. Zarabianie na biedzie i rozpijanie pańszczyźnianych chłopów, to przecież pomysł opatentowany już przez starożytnych Indian.
Wsiowy hazard pobudza również bandyctwo. Wkrótce nie będzie niczego… Skoro w każdym takim pudle, jest 2-3 tysiące złotych. To nic dziwnego, że włamania do wiejskich sklepów, to ostatnie pozycja numer jeden na topliście, grup mniej lub bardziej zorganizowanych.
Hazard to diabeł i zgorszenie. Amen!

Szklana pułapka

Wieści znad Wrześnicy, a właściwie ze wsi stołecznej Kołaczkowo, czyli zewsząd:
1.W gronie fachowców stwierdziliśmy, że za kilka lat będę wrakiem. Wyprutym z życia zombi, psem łańcuchowym ciągle biegającym z torbą na ramieniu z wywalonym ozorem. A przecież mogłem być doktorem, jak chciał tatuś, grzebać w pochwach i brać grubą kasę. Wymyśliłem sobie, że zostanę doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego burmistrza Wrześni, albo wójta Kołaczkowa. Wpierw jednak napiszę książkę na temat rozwoju i znaczenie reżimów międzynarodowych na przykładzie reżimu nieproliferacji broni jądrowej…
2.Myszki Miki schodzą z pól. Zima idzie. Naród w popłochu wykupuje pułapki, bo nikt nie chce mieć gada w domu. Polecamy szklane pułapki,  a la Bruce Willis.  A on – jak wiadomo – jest niezawodny i zdąża na czas.
3. Eurobasket się skończył. Emocje zerowe, nic nie widziałem. Ale podejrzewam, że był totalny syf i ściema – prasa zresztą doniosła. Wyszło na moje, bo na tym blogu napisałem, że Koszarek będzie podawał do Gortata i tak wespół z zespół coś ugrają, niewiele, ale zawsze coś. Po prostu prorok jestem.
4. Do Wrześni przyjechał Antek, tak to ten sam od Pentliczka i Entliczka. Otwarł „Orlika”. Potem poproszono mnie, abym ja otwarł (a właściwie przetestował), a wiadomo że robię wszystko po swojemu, co widać na załączonym video.

Romans ze ZBiR-em

lukaszenko.jpg

To walnęło we mnie, jak grom z jasnego nieba – nie wiem może ciemnego – nieważne. Czytając o prześladowaniu Polaków na Białorusi (właściwie to państewko funkcjonuje również jako ZBiR – Związek Białorusi i Rosji, takie ruskie lenno), pomyślałem jaka ta nasza władza miejscowa jest zidiociała. Przecież tam pogrobowcy z KGB mordują i prześladują naszych rodaków, a my z nimi tam, tu i teraz wódkę pijemy, i nazywamy to dumnie współpracą i wymianą doświadczeń.
Do naszych samorządowców chyba nie dociera, że na naszym podwórku uwiarygodniamy Łukaszenkę i jego siepaczy.  Reżim izolowany na całym świecie szuka różnych miejsc, aby poprawić swój wizerunek, stosuje ciągle ten sam wytrych: naród polski i białoruski to dwa bratanki, no ludzie my się przecież lubimy, nie kochają się tylko politycy tam gdzieś na górze… więc pijmy wódkę i bawmy się.
Samorząd, tak samo, jak parlament, instytucje, urzędy, prasa jest niedemokratyczna i kontrolowana przez pierwszego wąsatego białoruskiego. Trzeba w końcu zdać sobie sprawę, że tam na dole to też kacykowie, przydupasy Łukaszenki, którzy są w stanie zrobić dla niego wszystko, zwłaszcza zwalczać krnąbrnych Polaków.
Co mamy z tej niby „współpracy”? Gdzie są jej owoce? Gdzie zyski dla powiatu? Dlaczego musimy legitymizować, to co dzieje się w Korei Północnej Europy Wschodniej?

Łysy i jego drużyna…

 

Jutro jak Feniks z popiołów powstanie koszykówka w Polsce. Eurobasket. Dużo zależy od naszych, bo jak zagrają dobrze, to będzie dobrze, a jak niedobrze, to będzie niedobrze. Wszystkim zależy –deklaratywnie – mi też. Sukces będzie już jak wyjdą z grupy, trzeba łyknąć tylko Bułgarię… No, ale ten.. co ma być to bydzie… Ciekawe, co pokaże Łysy i nasz Koszarek?

Hende hoch!

A więc wojna. Jakiś pancernik podpłynął na dwa metry i wali jak do kaczek. Widzę ludzi na koniach - hej szable w dłoń,  szable w dłoń – i ten tego panie na czołgi; normalnie szabelkami w te lufy od czołgów walą.  Z boku ktoś film kręci i tak zostanie na wieki wieków amen. Był jeszcze taki kapitan co się granatem rozerwał – niby samuraj taki, ale raczej z deklem miał. Zwrot zaczepny nad bzdurą, ależ to piękne było. Do nieba czwórkami szli. Prezydent charczał do mikrofonu, i z tego powodu bohaterem był.  Orzeł uciekł był i przepłynął, cały Bałtyk bez mapy, by trafić na angielską minę. Widzę mięso armatnie z bitwy powietrznej angielskiej, spod Lenino i Monte Cassino. Widzę  też  ten handelek teherański i jałtański i tak sobie myślę, że my ty wojny panie ładny nie wygrali…

Gównojady

 

Lubicie chleb, pizzę, albo pączki? Pyszne są prawda? Uprzejmie informuję, że prawdopodobnie zjadacie cudze gówna, a nie frukta! Na dodatek – owe pizzy i buły – podlane są domestosem, albo cifem i owinięte papierem toaletowym. Jak to się dzieje?
Otóż dzielna brać rolnicza, jak wiadomo słynie z robotności i oszczędności. Wszelako – ta oszczędność przybiera formy skrajne, co słusznie mądrość ludowa ujęła w powiedzeniu: skobla u dupy sobie wyżre. Toteż odosobnione persony – dla celów badawczych nazwijmy ich gównojadami – oszczędzają na wywozie nieczystości płynnych, potocznie zwanych szambem.  Zatem gównojady własne gówna wywożą na jak najbardziej własne pola ( fakt autentyczny występujący w mojej gminie, ale nie tylko). Po czym na tych poletkach rośnie zboże: pszeniczka i żytko, a ze zmielenia tegoż powstaje mąka, z której dusi się buły i inne pizze..a więc gównojadztwo rozprzestrzenia się jak ptasia grypa…na innych nieświadomych poprzez punkty zbiorowego żywienia.

 Pan, ja, społeczeństwo jest nim już zarażone. Ba! Nasze usta są pełne gówien, prze to brakuje słów po prostu…

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";