Stara Września znika. Widzę to coraz ostrzej. Jeszcze nie tak dawno w mieście było wiele oaz wolnej, zielonej przestrzeni; ściunek, ogrodów, plomb. Teraz miasto mojej młodości wyparowuje z dnia na dzień. Epigoni władzy twierdzą, że to rozwój. Dobrze. Niech im tam będzie! Tyle tylko, że w tych miejscach nie powstaje nic wartościowego, zazwyczaj jakaś zreformowana wielka płyta. Coś co prezes Klepacki opanował ponad dwie dekady temu, teraz uchodzi za szczyt elegancji. Ale cieszmy się! Wpływy do budżetu są, będzie co żreć, a oświata nie padnie. Łezka się w oku kręci, gdy widzę jak powiat musi zagospodarować boisko na tyłach internatu mlecza… Ile tam człowiek meczów na szczycie wygrał – Poznańska versus Gnieźnieńska (większość trenowała w Victorii) . A widok wściekłego twarzy gwiazdora z Victorii, to była rzecz bezcenna. Przymierzam się również do organizacji pogrzebu boiska do koszykówki na tyłach szkoły przy ul. Wojska Polskiego, zwanego w środowisku zawką. W zasadzie w czasach licealno-studenckich spędzałem tam swoje wakacje. Do tego tematu jeszcze wrócę. Powiat chce zawkę od kilku miesięcy upchnąć developerowi. Teraz mam niby Orliki pod ręką, ale to już nie to, nie ten klimat…