Wybory były piękne tego lata. Jarek miał cudowną kampanię, które urzekła ludzi wsi, w tym arystokratyczną klasę chłopską. Co drugi dzień biegnę do Wszemborza – twierdzy JarKacza (i z powrotem). 4lipca -78%. Można rzec, że Jarek to król chłopski… no może skromniej – prezydent. Zastanawia mnie jednak, co dalej? Jesień będzie przecież festiwalem samorządności, a król – a zwłaszcza jego dwór jest nagi. O ile Jarek jest cacy, to gminne ryje PiS-u są okropne. Nie tylko chodzi tutaj o kolor szminki, krawatu czy koszuli, ale także o kontekst, czyli krajobraz czterolatki. Lokalni działacze republikańscy uwikłani są w sojusze z liberałami, przez co stali się klientami władzy i układu. Tak jest wygodniej i prościej. Diety sute i zero roboty. Posły pisowskie gnieźnieńsko-konińskie rąbią się tak, że struktury w gminach przestały istnieć. Nie dziwota, że teren tęskni za eleganckim i koncyliacyjnym Libickim, to był magnes. A teraz przy PiS plącze się postesbecja…
A więc stało się! „Kolejorz” Mistrzem Polski! Łzy wzruszenie zalały mi twarz, ale nie tak filozoficznie ino faktycznie. 15 maja zadzwonił do mnie Tomek Małecki, prosto z Bułgarskiej. I kazał słuchać (przez telefon) – jedna trybuna krzyczała: Mistrz!, Mistrz!, Mistrz!, a druga: Kolejorz!, Kolejorz!, Kolejorz! Wtedy właśnie się ta łezka zakręciła. Sam jestem wygodny, więc walkę o majstra oglądałem w sympatycznym Canal+ . Już wiele na ten temat napisano, więc nie będę piździł, ani bredził w tym temacie nic więcej. Podkreślę, że fanatyzm w stosunku do Lecha w dystrykcie wrzesińskim jest ogromny, o czym świadczy działalność artystyczna na ścianach i murach, nawet na zapadłych dziurach. Zdjęcie powyżej dokumentuje, to co napisałem. Nostalgia, pełna symboliki hehehe… Fotkę zrobiłem w ubiegłym roku, sądząc że Smuda czyni cuda. Pomyliłem się. Ten rok upływa pod znakiem rozpędzonej lokomotywy. Niedawno w Orzechowie spotkałem idola z dzieciństwa – Andrzeja Juskowiaka (przyjechał też Tomasz Mikołajczak), nawet udało się z nim porozmawiać… o czym można było się przekonać we „Wiadomościach Wrzesińskich” i na wrzesnia.info.pl. A potem była już tylko… Nasza-Klasa… wybaczcie nie mogłem się powstrzymać… szczegóły poniżej:
Tu i ówdzie pisze się i słyszy się opinie, że samorządy to zbawienie dla Polski. Z drugiej strony, że niby rząd taki nieporadny, marnuje pieniądz europejski, biurokracja i festiwal straconych szans. Za przeproszeniem to shit prawda. Ani samorząd nie jest taki wspaniały, ani rząd słoniowaty. Coraz bardziej się przekonuje, że jest dokładnie odwrotnie. To właśnie ludzie samorządu terytorialnego, zwłaszcza ci na najniższym szczeblu, w gminach są dzisiaj głównymi hamulcowymi.
To w gminach panoszy się jeszcze postkomuna, samorządowa nomenklatura, która steruje niekompetentnymi radami, wójtami i burmistrzami. Społeczeństwo jeszcze nie wybiera kompetencji, a więc w konsekwencji gminami kierują zastępy biurw na okopanych pozycjach. Stąd niektóre wspólnoty po dwudziestoleciu wolnych rad, nadal są w opłakanym stanie, z potężnymi problemami społecznymi i gospodarczymi.
W innych gminach, złota epoka samorządu przyniosła kartele. Najzwyklejsze w świecie zmowy między administracją a biznesem, która ma na celu kontrolowanie procesów politycznych, zwłaszcza wyborczych. W efekcie nie ma mowy o wymianie elit, a więc dopuszczenie nowych ludzi i ruchów do rządów. W związku w magistratach panują dyktatorzy, wsiowi panowie życia i śmierci.
Tako prowda wam powiem…
Każda prognoza pogody brzmi jak wyrok śmierci. Jutro śnieżyca, pojutrze śnieżyca, za tydzień śnieżyca, za miesiąc pieprzona śnieżyca. Gdy to słyszę, to za każdym wiem że moi ukochani chłopacy nie dadzą rady. Pięć centymetrów śniegu i ich nie ma. Albo przywołując olimpijską parabolę to będzie jak skok Eddiego „Orła” Edwardsa, równie komiczny jak krótki. Lecz nie to jest przerażające. Otóż moi kochani drogowcy to jaskiniowcy, którzy patrzą na cienie zafajdanej lodowatej rzeczywistości w niedoświetlonej pieczarze. Stąd problem poznawczy. To powoduje, że zimowi żołnierze nie rozróżniają wiadra od karabinu, drogi odśnieżonej od nieodśnieżonej. W sumie nie wiem co robić, gdy ktoś wmawia mi że białe jest czarne. Postanowiłem działać sam, w samochodzie wożę wielką łopatę antyśniegową, może jeszcze pług sobie do renówki przyczepię i będę świadczył usługi dla ludności… odciętej od świata.
Zastanawiam się – bo w przyszłym roku wybory – kto zostanie prezydentem mojej gminy. Moja gmina, to no właśnie… gdzie to właściwie jest? I to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, ponieważ tak będzie dla mniej lepiej, bezpieczniej… Dosyć tego epciu pepciu. Przejdźmy do konkretów. Wymóżdżyłem kogo niekoniecznie trzeba wybierać, nie ukrywam że mocno będę generalizował.
1.Chłop – jest po to, aby uprawiać rolę, albo kulturę, ale niekoniecznie musi pchać się do urzędu, ponieważ mimo wszystko gmina, to organizm wyższego rzędu niż rozlatująca się zaścianek. Ludzi o mentalności cepa jest sporo, ale panie my tak drugiej Japonii nie zbudujemy! Jeśli nawet taki jeden z drugim ma hemzetkę, holksawagen i horyzont, to nie znaczy że się nada na prezydenta. Wiadomym jest też, że horyzont na drodze między domem a chlewem jest dość wąski.
2. Nauczyciel – pewna klasyczka rzekła onegdaj, że nauczyciele rujnują budżet. No to gdy prezydentem zostanie nauczyciel, to reform w oświacie raczej nie będzie, a bilansik można przewidzieć cieniutki, jak cienka czerwona linia. I tak panie przez całą kadencję. Trudno wyobrazić sobie nauczyciela likwidującego i prywatyzującego szkoły, albo zwalniającego panią Zosię – księgową, albo pana Jurka – woźnego. Oni są przecież tacy sympatyczni! Co istotne, taki nauczycielski wódz, będzie wiedział wszystko najlepiej i nie znosił sprzeciwu, nieprawdaż?
3. Urzędnik – poje… tego gatunku wydaje się być nie do opisania. Prezydent urzędnik kojarzy mi się z bezwładem decyzyjnym, kurczowym trzymaniem się papierków, i punktualnością do 15.00. I jeśli pan inwestor z milionem dolców zapuka do drzwi urzędu o 15.05, nie będzie obsłużony. Bo urząd tutaj rulez! Nie jedna gmina przez prezydenta urzędnika stoczyła się i nie jedna jeszcze się stoczy. Tako żem rzekł.
4. Dziennikarz – Jak skasować gminę? Obierzcie sobie na prezydenta dziennikarza, to wam wywali wszystko do góry nogami. Dranie bez skrupułów. Wierzą w potęgę szczegółu, ale tutaj trzeba być ojcem narodu i przymykać oczy na różne niegodziwości. Prezydent dziennikarz, będzie też zwalczał miejscową prasę, radio i telewizję. Chce mieć monopol na rację.
11 listopada wziąłem paszport i przekroczyłem granicę Związku Radzieckiego na przejściu w Borzykowie. Z racji tego, że wykonywałem strategiczne czynności służbowe nie mogę zdradzać szczegółów operacji. Jednak nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie pewna idea, która na granicy unosiła się niczym balon napompowany helem, a zwróciła moją uwagę (no to na pewno musi być coś co uderzy w system korporacji buhehhehe). „Uwolnić wójta” w tych dwóch słowach ujęto, to co ogólnie wszyscy wiedzą, ale też wszyscy milczą na ten temat. Media też siedzą cicho w dziurze, bo zazwyczaj brakuje twardych dowodów. I żeby tylko tego.
Pomijając to, kto to tę akcję wymyślił to się trochę ucieszyłem, że ktoś oprócz mnie widzi ten problem. Celne było wskazanie paluchem, że korupcja, nepotyzm, kumoterstwo (choć może to w pojedynczych przypadkach jest dobre) w samorządzie najlepiej widać na zawalonych wiochach, gdzie kadencyjność wójtów często zamienia się w omnipotencję, żeby nie powiedzieć jakąś zafajdaną dynastię i rządy klanu. Ba! Nawet gówniane stołki w urzędach gminnych są etatami dziedzicznymi przechodzącymi z ojca na syna, z matki na córkę itd. Walka o te dożywotnie synekury idzie na noże. Totalna paranoja, to też strach przed nowym: nowymi porządkami, nowymi ludźmi i pomysłami.
Do tego dorzuciłbym jeszcze pewien społeczny fatalizm; gdy na fotelu wójta – kretyn zastępuje kretyna. Jak to możliwe, że wyborcy dwa razy się pomylili? Skoro wybrali kretyna na urząd, to może sami są kretynami? Raczej problem tkwi w braku wyboru. Często bywa tak, że można wybrać tylko między śliniącym się grubasem a chudym przyjebem. Dlaczego tak się dzieje? Ci bardziej kompetentni i mądrzejsi w wyborach nie startują, bo albo nie mają kwalifikacji wyborczych: (nie są rolnikami, nie piją wódki, albo nie pracują w urzędzie, mają wyższe wykształcenie, lub czegoś się dorobili, odnieśli jakiś sukces), albo widząc to szambo (rada gminy wybierana w wyborach większościowych) dają sobie spokój. Tak zwana wykształcona młodzież, też ma jeden pomysł na życie, który można skwitować w trzech słowach: Spier… z tej wiochy!
Afera hazardowa, to tylko czubek góry lodowej na bezmiarze oceanu korupcji. O wielkości tej góry, ale bez warszawskiego czubka przekonuję się codziennie u nas na wsi. Tu nie chodzi o żadnego „Zbysia” czy „Grzesia”, lecz o wrzód, który pęcznieje na zdrowym ciele narodu. Otóż w każdym powiatowym city, albo country westernie jest mniejszy lub większy sklep geesowski, albo co gorsza piwosz ze stałą obsadą. W tychże przybytkach próżności, stoją elektroniczne pudła, które łykają monety za ułudę bogactwa. One-armed bandity wykorzystują teraz ciemny lud wrzesiński, bo ktoś wziął w łapę za to, że stoją w każdym sklepie, w każdy przysłowiowym Słomowie.
Ale to jeszcze pół biedy.
Te pudła z kuszącymi światełkami, masowo produkują inne patologie. Hazardowanie się sprzyja alkoholizmowi. Przecież piwko jedno, drugie, albo jakaś małpeczka wzmacniają chęć bezrozumnego pozbywania się forsy. Z drugiej strony promile uśmierzają rodzącą się w mózgu myśl, że karmiąc zylami bandytę odmawiamy dziecku chipsa. Zarabianie na biedzie i rozpijanie pańszczyźnianych chłopów, to przecież pomysł opatentowany już przez starożytnych Indian.
Wsiowy hazard pobudza również bandyctwo. Wkrótce nie będzie niczego… Skoro w każdym takim pudle, jest 2-3 tysiące złotych. To nic dziwnego, że włamania do wiejskich sklepów, to ostatnie pozycja numer jeden na topliście, grup mniej lub bardziej zorganizowanych.
Hazard to diabeł i zgorszenie. Amen!
To walnęło we mnie, jak grom z jasnego nieba – nie wiem może ciemnego – nieważne. Czytając o prześladowaniu Polaków na Białorusi (właściwie to państewko funkcjonuje również jako ZBiR – Związek Białorusi i Rosji, takie ruskie lenno), pomyślałem jaka ta nasza władza miejscowa jest zidiociała. Przecież tam pogrobowcy z KGB mordują i prześladują naszych rodaków, a my z nimi tam, tu i teraz wódkę pijemy, i nazywamy to dumnie współpracą i wymianą doświadczeń.
Do naszych samorządowców chyba nie dociera, że na naszym podwórku uwiarygodniamy Łukaszenkę i jego siepaczy. Reżim izolowany na całym świecie szuka różnych miejsc, aby poprawić swój wizerunek, stosuje ciągle ten sam wytrych: naród polski i białoruski to dwa bratanki, no ludzie my się przecież lubimy, nie kochają się tylko politycy tam gdzieś na górze… więc pijmy wódkę i bawmy się.
Samorząd, tak samo, jak parlament, instytucje, urzędy, prasa jest niedemokratyczna i kontrolowana przez pierwszego wąsatego białoruskiego. Trzeba w końcu zdać sobie sprawę, że tam na dole to też kacykowie, przydupasy Łukaszenki, którzy są w stanie zrobić dla niego wszystko, zwłaszcza zwalczać krnąbrnych Polaków.
Co mamy z tej niby „współpracy”? Gdzie są jej owoce? Gdzie zyski dla powiatu? Dlaczego musimy legitymizować, to co dzieje się w Korei Północnej Europy Wschodniej?
Lubicie chleb, pizzę, albo pączki? Pyszne są prawda? Uprzejmie informuję, że prawdopodobnie zjadacie cudze gówna, a nie frukta! Na dodatek – owe pizzy i buły – podlane są domestosem, albo cifem i owinięte papierem toaletowym. Jak to się dzieje?
Otóż dzielna brać rolnicza, jak wiadomo słynie z robotności i oszczędności. Wszelako – ta oszczędność przybiera formy skrajne, co słusznie mądrość ludowa ujęła w powiedzeniu: skobla u dupy sobiewyżre. Toteż odosobnione persony – dla celów badawczych nazwijmy ich gównojadami – oszczędzają na wywozie nieczystości płynnych, potocznie zwanych szambem. Zatem gównojady własne gówna wywożą na jak najbardziej własne pola ( fakt autentyczny występujący w mojej gminie, ale nie tylko). Po czym na tych poletkach rośnie zboże: pszeniczka i żytko, a ze zmielenia tegoż powstaje mąka, z której dusi się buły i inne pizze..a więc gównojadztwo rozprzestrzenia się jak ptasia grypa…na innych nieświadomych poprzez punkty zbiorowego żywienia.
Pan, ja, społeczeństwo jest nim już zarażone. Ba! Nasze usta są pełne gówien, prze to brakuje słów po prostu…