* You are viewing the archive for the ‘Region’ Category

Bałwany ludojady

 

Każda prognoza pogody brzmi jak wyrok śmierci. Jutro śnieżyca, pojutrze śnieżyca, za tydzień śnieżyca, za miesiąc pieprzona śnieżyca. Gdy to słyszę, to za każdym wiem że moi ukochani chłopacy nie dadzą rady. Pięć centymetrów śniegu i ich nie ma. Albo przywołując olimpijską parabolę to będzie jak skok Eddiego „Orła” Edwardsa, równie komiczny jak krótki. Lecz nie to jest przerażające. Otóż moi kochani drogowcy to jaskiniowcy, którzy patrzą na cienie  zafajdanej lodowatej rzeczywistości w niedoświetlonej pieczarze. Stąd problem poznawczy. To powoduje, że zimowi żołnierze nie rozróżniają wiadra od karabinu,  drogi odśnieżonej od nieodśnieżonej. W sumie nie wiem co  robić, gdy ktoś wmawia mi że białe jest czarne. Postanowiłem działać sam, w samochodzie wożę wielką łopatę antyśniegową, może jeszcze pług sobie do renówki przyczepię i będę świadczył usługi dla ludności… odciętej od świata.

Prezydent gminy

Zastanawiam się – bo w przyszłym roku wybory – kto zostanie prezydentem mojej gminy. Moja gmina, to no właśnie… gdzie to właściwie jest? I to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, ponieważ tak będzie dla mniej lepiej, bezpieczniej… Dosyć tego epciu pepciu. Przejdźmy do konkretów. Wymóżdżyłem kogo niekoniecznie trzeba wybierać, nie ukrywam że mocno będę generalizował.

1.Chłop – jest po to, aby uprawiać rolę, albo kulturę, ale niekoniecznie musi pchać się do urzędu, ponieważ mimo wszystko gmina, to organizm wyższego rzędu niż rozlatująca się zaścianek. Ludzi o mentalności cepa jest sporo, ale panie my tak drugiej Japonii nie zbudujemy! Jeśli nawet taki jeden z drugim ma hemzetkę, holksawagen i horyzont, to nie znaczy że się nada na prezydenta. Wiadomym jest też, że horyzont na drodze między domem a chlewem jest dość wąski.

2. Nauczyciel – pewna klasyczka rzekła onegdaj, że nauczyciele rujnują budżet. No to gdy prezydentem zostanie nauczyciel, to reform w oświacie raczej nie będzie, a bilansik można przewidzieć cieniutki, jak cienka czerwona linia. I tak panie przez całą kadencję. Trudno wyobrazić sobie nauczyciela likwidującego i prywatyzującego szkoły, albo zwalniającego panią Zosię – księgową, albo pana Jurka – woźnego. Oni są przecież tacy sympatyczni!  Co istotne, taki nauczycielski wódz, będzie wiedział wszystko najlepiej i nie znosił sprzeciwu, nieprawdaż?

3. Urzędnik – poje… tego gatunku wydaje się być nie do opisania. Prezydent urzędnik kojarzy mi się z bezwładem decyzyjnym, kurczowym trzymaniem się papierków, i punktualnością do 15.00.  I jeśli pan inwestor z milionem dolców zapuka do drzwi urzędu o 15.05, nie będzie obsłużony. Bo urząd tutaj rulez! Nie jedna gmina przez prezydenta urzędnika stoczyła się i nie jedna jeszcze się stoczy. Tako żem rzekł.

4. Dziennikarz – Jak skasować gminę? Obierzcie sobie na prezydenta dziennikarza, to wam wywali wszystko do góry nogami. Dranie bez skrupułów. Wierzą w potęgę szczegółu, ale tutaj trzeba być ojcem narodu i przymykać oczy na różne niegodziwości. Prezydent dziennikarz, będzie też zwalczał miejscową prasę, radio i telewizję. Chce mieć monopol na rację.

Cdn.

Uwolnić kretyna

11 listopada wziąłem paszport i przekroczyłem granicę Związku Radzieckiego na przejściu w Borzykowie. Z racji tego, że wykonywałem strategiczne czynności służbowe nie mogę zdradzać szczegółów operacji. Jednak nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie pewna idea, która na granicy unosiła się niczym balon napompowany helem, a zwróciła moją uwagę (no to na pewno musi być coś co uderzy w system korporacji buhehhehe). „Uwolnić wójta” w tych dwóch słowach ujęto, to co ogólnie wszyscy wiedzą, ale też wszyscy milczą na ten temat. Media też siedzą cicho w dziurze, bo zazwyczaj brakuje twardych dowodów. I żeby tylko tego.
Pomijając to, kto to tę akcję wymyślił to się trochę ucieszyłem, że ktoś oprócz mnie widzi ten problem. Celne było wskazanie paluchem, że korupcja, nepotyzm, kumoterstwo (choć może to w pojedynczych przypadkach jest dobre) w samorządzie najlepiej widać na zawalonych wiochach, gdzie kadencyjność wójtów często zamienia się w omnipotencję, żeby nie powiedzieć jakąś zafajdaną dynastię i rządy klanu. Ba! Nawet gówniane stołki w urzędach gminnych są etatami dziedzicznymi przechodzącymi z ojca na syna, z matki na córkę itd. Walka o te dożywotnie synekury idzie na noże. Totalna paranoja, to też strach przed nowym: nowymi porządkami, nowymi ludźmi i pomysłami.
Do tego dorzuciłbym jeszcze pewien społeczny fatalizm; gdy na fotelu wójta – kretyn zastępuje kretyna.  Jak to możliwe, że wyborcy dwa razy się pomylili? Skoro wybrali kretyna na urząd, to może sami są kretynami? Raczej problem tkwi w braku wyboru. Często bywa tak, że można wybrać tylko między śliniącym się grubasem a chudym przyjebem. Dlaczego tak się dzieje? Ci bardziej kompetentni i mądrzejsi w wyborach nie startują, bo albo nie mają kwalifikacji wyborczych: (nie są rolnikami, nie piją wódki, albo nie pracują w urzędzie, mają wyższe wykształcenie, lub czegoś się dorobili, odnieśli jakiś sukces), albo widząc to szambo (rada gminy wybierana w wyborach większościowych) dają sobie spokój. Tak zwana wykształcona młodzież, też ma jeden pomysł na życie, który można skwitować w trzech słowach: Spier… z tej wiochy!

Country hazard

 

Afera hazardowa, to tylko czubek góry lodowej na bezmiarze oceanu korupcji. O wielkości tej góry, ale bez warszawskiego czubka przekonuję się codziennie u nas na wsi. Tu nie chodzi o żadnego „Zbysia” czy „Grzesia”, lecz o wrzód, który pęcznieje na zdrowym ciele narodu. Otóż w każdym powiatowym city, albo country westernie jest mniejszy lub większy sklep geesowski, albo co gorsza piwosz ze stałą obsadą. W tychże przybytkach próżności, stoją elektroniczne pudła, które łykają monety za ułudę bogactwa. One-armed bandity wykorzystują teraz ciemny lud wrzesiński, bo ktoś wziął w łapę za to, że stoją w każdym sklepie, w każdy przysłowiowym Słomowie.
Ale to jeszcze pół biedy.
Te pudła z kuszącymi światełkami, masowo produkują inne patologie. Hazardowanie się sprzyja alkoholizmowi. Przecież piwko jedno, drugie, albo jakaś małpeczka wzmacniają chęć bezrozumnego pozbywania się forsy. Z drugiej strony promile uśmierzają rodzącą się w mózgu myśl, że karmiąc zylami bandytę odmawiamy dziecku chipsa. Zarabianie na biedzie i rozpijanie pańszczyźnianych chłopów, to przecież pomysł opatentowany już przez starożytnych Indian.
Wsiowy hazard pobudza również bandyctwo. Wkrótce nie będzie niczego… Skoro w każdym takim pudle, jest 2-3 tysiące złotych. To nic dziwnego, że włamania do wiejskich sklepów, to ostatnie pozycja numer jeden na topliście, grup mniej lub bardziej zorganizowanych.
Hazard to diabeł i zgorszenie. Amen!

Romans ze ZBiR-em

lukaszenko.jpg

To walnęło we mnie, jak grom z jasnego nieba – nie wiem może ciemnego – nieważne. Czytając o prześladowaniu Polaków na Białorusi (właściwie to państewko funkcjonuje również jako ZBiR – Związek Białorusi i Rosji, takie ruskie lenno), pomyślałem jaka ta nasza władza miejscowa jest zidiociała. Przecież tam pogrobowcy z KGB mordują i prześladują naszych rodaków, a my z nimi tam, tu i teraz wódkę pijemy, i nazywamy to dumnie współpracą i wymianą doświadczeń.
Do naszych samorządowców chyba nie dociera, że na naszym podwórku uwiarygodniamy Łukaszenkę i jego siepaczy.  Reżim izolowany na całym świecie szuka różnych miejsc, aby poprawić swój wizerunek, stosuje ciągle ten sam wytrych: naród polski i białoruski to dwa bratanki, no ludzie my się przecież lubimy, nie kochają się tylko politycy tam gdzieś na górze… więc pijmy wódkę i bawmy się.
Samorząd, tak samo, jak parlament, instytucje, urzędy, prasa jest niedemokratyczna i kontrolowana przez pierwszego wąsatego białoruskiego. Trzeba w końcu zdać sobie sprawę, że tam na dole to też kacykowie, przydupasy Łukaszenki, którzy są w stanie zrobić dla niego wszystko, zwłaszcza zwalczać krnąbrnych Polaków.
Co mamy z tej niby „współpracy”? Gdzie są jej owoce? Gdzie zyski dla powiatu? Dlaczego musimy legitymizować, to co dzieje się w Korei Północnej Europy Wschodniej?

Gównojady

 

Lubicie chleb, pizzę, albo pączki? Pyszne są prawda? Uprzejmie informuję, że prawdopodobnie zjadacie cudze gówna, a nie frukta! Na dodatek – owe pizzy i buły – podlane są domestosem, albo cifem i owinięte papierem toaletowym. Jak to się dzieje?
Otóż dzielna brać rolnicza, jak wiadomo słynie z robotności i oszczędności. Wszelako – ta oszczędność przybiera formy skrajne, co słusznie mądrość ludowa ujęła w powiedzeniu: skobla u dupy sobie wyżre. Toteż odosobnione persony – dla celów badawczych nazwijmy ich gównojadami – oszczędzają na wywozie nieczystości płynnych, potocznie zwanych szambem.  Zatem gównojady własne gówna wywożą na jak najbardziej własne pola ( fakt autentyczny występujący w mojej gminie, ale nie tylko). Po czym na tych poletkach rośnie zboże: pszeniczka i żytko, a ze zmielenia tegoż powstaje mąka, z której dusi się buły i inne pizze..a więc gównojadztwo rozprzestrzenia się jak ptasia grypa…na innych nieświadomych poprzez punkty zbiorowego żywienia.

 Pan, ja, społeczeństwo jest nim już zarażone. Ba! Nasze usta są pełne gówien, prze to brakuje słów po prostu…

Dupokrytka

 

Google nawet narysowały, że dzisiaj pierwszy dzień holideju. A na pytanie , co robię w pierwszy dzień wakacji? Odpowiadam bez namysłu: triceps i klatę! Ale nie o tym chciałem. Przypomniało mi się jedno śmieszne słówko: dupokrytka, w liczbie mnogiej dupokrytki, strony biernej w tym przypadku nie rozpoznaję. Otóż warstwę dupokrytów zdemaskował Janusz Lewandowski, poseł do Parlamentu Europejskiego (tak tak, to ten sam diabeł, kongresowy liberał z Platformy). Lewandowski określił tak urzędników, którzy niewiele robią, a całą energię skupiają na utrzymaniu własnych stolców. W związku z tym sprawy ogólne nie idą w takim kierunku, jakim powinny. Dupokryci, rządzą i pogrążają, też taką jedną gminą, której nazwę znam, ale nie napiszę, życie mi jeszcze miłe. Niedawno podszedł do mnie taki jeden i rzekł. – Zrób coś z tym!  – Same se zrób – odpowiedziałem brzydko.  Ten ktoś, w końcu sam se zrobił. Nawet dał mi to coś obejrzeć – o tym mam nadzieje wkrótce. No cóż dupokryci, bądźcie czujni!

Co nochal wyniuchał…

Przeszukuję wciąż blogosferę w poszukiwaniu wątków wrzesińskich. Rządzi tym ciągle przypadek, inaczej nie może być, ponieważ net jest za duży jak na jedną głowę. Odchodząc od wątku martyrologicznego, to znalazłem ostatnio blog młodego człowieka z Miłosławia zatytułowany Krytycznym okiem, co prawda jest tu sporo postów o telefonii komórkowej, ale mnie bardziej interesuje to co dzieje się w Miłosławiu i też takie informacje na ten temat się pojawiają.
Bloga ma również prof. Danuta Mączak z Zasutowa (ASP Poznań, Katedra Rzeźby), która opisuje działalność swojej Galerii Plenerowej Juliana. To propozycja dla tych, którzy szukają za przeproszeniem kultury i…sztuki.   

Z drogi k… papież jedzie!

Odnoszę wrażenie, że prawo stanowione przez niektórych samorządowców ma w sobie sporo elementu baśniowego. Otóż w niektórych gminach pięknego dystryktu wrzesińskiego stosowane są praktyki wprowadzania się w stan lekkiego błogostanu, zwłaszcza podczas mniej oficjalnych posiedzeń – to jest komisji rad. Wtedy swoje wniebowzięcie można łatwiej ukryć przed opinią publiczną, ponieważ na komisje nie zagląda pies z kulawą nogą, a na sesji, to zawsze jakaś przybłęda się przyplącze. Więc wprowadzają ten element baśniowy do organizmu najczęściej z nudy, albo z tego powodu, że szara rzeczywistość na trzeźwo jest nie do przyjęcia.  Być może po małpce czyta się lepiej dokumenty, zapewnie elokwentnie rozmawia i podejmuje jedynie słuszne decyzje. Po komisji taki rajca wsiada do samochodu i na lekkim pstyczku jedzie do domu. Słowem z drogi k… papież jedzie.
Gdybym mógł być normalny obywatelem, to bym takiego jednego z drugim z miejsca w papę strzelił – jak powiedział onegdaj przywódca chłopski Andrew Lepper. No, ale niestety nie mogę, więc muszę robić dobrą minę do złej gry. Ale gdyby ktoś tak lotną brygadę powiadomił, że radny to taki a taki,  wniebowzięty do samochodu wsiada…he?

W życiu wyznaję zasadę: pijaństwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom. A więc:

cdn.

Chory, psychiczny i debil

W Kołaczkowie jest minus pięć stopni Celsjusza, to zapewne znak, że idzie wiosna. W Pyzdrach za to idzie koniec świata. Tą przepiękną mieściną rządzi, chory, psychiczny i debil, bynajmniej  tak to miał określić burmistrz Krzysztof Strużyński. Jednak pyzderski mer, zapewne nie miał na myśli siebie jako boga występującego  w trzech osobach, ale swoich „kochanych” radnych, dokładnie dziewięciu radnych z klubu „Siedmiu”, że brzmiało śmieszniej.
Chciałem tylko zauważyć, że przypadek pyzdrski, nie jest jednostkowy, to właściwie codzienność we wrzesińskim samorządzie. Pogarda na linii zarząd – rada, jest na porządku dziennym. Sęk w tym, że burmistrz Pyzdr, nie wytrzymał i prawdopodobnie podzielił się swoimi spostrzeżeniami publicznie, tj. na posiedzeniu komisji. Zaś inni wójtowie, burmistrzowie i starostwie, podobne złote myśli zatrzymują przy sobie (może tłamszą w sobie?). Choć ich lekceważenie i tak przelewa się zza uśmiechniętej fasady. Można to odczytać  z formy z jaką komunikują się z rajcami, najoględniej pisząc jest to ton prześmiewczo-zgryźliwi, bo zazwyczaj chodzi o to, aby radnego ośmieszyć, bo był odważny i chciał o coś zapytać.  Mimo to, samorządy , rady, burmistrzowie, jakoś funkcjonują, a to panie jak nic musi być polityka…innego wytłumaczenia nie ma. 

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";