Postanowiłem mijający rok jakoś podsumować. Wcale nieprzypadkowo dużo biegam z aparatem, dlatego ostatnie dwanaście miesięcy przedstawię za pomocą zdjęć. Powyższy slideshow jest skomponowany jak Chłopi Władysława Reymonta, czyli według pór roku. Dobór fotek jest w zasadzie przypadkowy. Ostały się tylko, te które powiedzmy… udały się. To jednak tylko ułamek tego, co się naprawdę działo. Do siego roku!
Widzę go. Ma wielki ryj, a w nim ostre kły. W łapie kij i wali nim. Tak to on. Kryzys. Wszystkich niedowiarków informuję, że przyszedł, już jest i działa. Widać to w samorządach: powiat, gmina Kołaczkowo, Września też zaciska pasa. Zwalniani są nauczyciele, urzędnicy, sprzątaczki, ciotki i pociotki, wszędzie ciche ludzkie dramaty. Brak perspektyw, wkur… młodzi, oj przepraszam oburzeni, i stały nie ustępujący lęk, że to ostatnia wypłata. To jest prawdziwa twarz reformy. Z nowym rokiem będzie jeszcze gorzej. Już dobierają się do przedsiębiorców. Coście skur… uczynili z tą krainą! Kończę optymistycznym cytatem z Kazika.
„Gazeta Wyborcza” zajęła się Polską lokalną (właściwie to się zajmuje się cały czas w cyklu „Witamy w Polsce”). A dokładniej sitwą, która tak wspaniale umocniła się na 20-lecie samorządu. Dominujący krajobraz został naszkicowana w tej ciekawej rozmowie. Diagnoza właściwie taka sama, jak w kilku postach na tym blogu. Jednym słowem: syf! Pozwolę sobie wytłuścić dwa najciekawsze pytania i odpowiedzi:
Ale co to za konfitury? Taka pajęczyna musi mieć jakiś sens.
- Konfitury to jest praca. Bardzo cenne dobro. Burmistrz i radni tworzący rządzącą koalicję dostają przyzwoite pieniądze. Nie oszukujmy się, ogromna liczba ludzi startuje na radnych wyłącznie po to, żeby dietami dorobić do pensji. Nie wiem do końca, jak jest w wielkich miastach, ale na prowincji półtora tysiąca diety to ogromne pieniądze, a to nie wszystko. Oni mają do rozdysponowania ogromną liczbę etatów – zarówno w samym urzędzie, jak i w przeróżnych spółkach komunalnych. I tu zaczyna działać pajęczyna, bo praktycznie wszystkie te etaty, w tym często stanowiska kierownicze, zarezerwowane są dla rodzin, dla krewnych i znajomych królika. Upraszczając, jak każdej sitwie, tej samorządowej również, chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko nie zdobywają ich, handlując narkotykami, ale kładąc łapę na miejsca pracy. A potem można już robić drobne lody. Jakieś zlecenie dla szwagra, jakiś przetarg ustawiony pod firmę kolegi.
Może w takim razie są to sprawy dla lokalnych mediów?
- Wie pan, jakie są media na prowincji? U nas najpopularniejsze jest „Echo Lęborka”, dodatek do „Dziennika Bałtyckiego”. Tam trafia najwięcej ogłoszeń z magistratu. Pamiętam taką debatę przed wyborami na burmistrza w 2006 r. Stawiło się trzech kandydatów, tylko nie burmistrz Namyślak, bo uznał, że nie potrzebuje debaty. Porozmawialiśmy, po czym nasze wypowiedzi na pół gazetowej kolumny zostały w tym samym wydaniu gazety „skontrowane” przez pana burmistrza. Ma pan niezależną prasę.
Polska lokalna według klasyka, to siedzący facet na kiblu, a dokładniej wyraz twarzy siedzącego na klozecie. Jedyny i niepowtarzalny obraz. Fotogeniczność wprost na okładkę tygodnika. Ja tę Polskę odnajduję nieco poniżej, w okolicach klapy. Wszystko jest pięknie i ładnie, dopóki owa klapa nie zostanie uchylona i nie uniesie się radioaktywny obłok prawdy. Ten, kto pierwszy poinformuje, że chmurka wydostała się z kibelka zostanie powieszony. Ot taki urok Polski lokalnej.
W oczach Warszawy, Poznania i Wrocławia – Polska lokalna to dyżurna prymuska. Jak ona pięknie środki europejskie pozyskuje? Jakie to ranczo, fajne, nasze swojskie, kolorowe. Nie to, co podły rząd i luje z Sejmu i inne urzędniki. Tyle tylko, że przez tę lornetkę nie widać szczegółów. Zapitego sołtysa, mądrego inaczej radnego, albo wsiowego dyktatora w osobie wójta, burmistrza, albo prezydenta. Do tego wszystkiego – układ – jak mawiał stary dobry Jarek, który jest, ale nie można go zobaczyć. No i ta hermetyczność jako zaleta, synonim zaradności i wyższego statusu. Rzygać się chce!
Ale nie wszystko stracone. Tu i ówdzie widzę już odwrót reakcji. Wszystko przez nowe media, których nikt nie może okiełznać. Bogowie informacji tracą swoje dominium. Teraz wystarczy skrzyknąć się na fejsie i już mamy rewolucję. U nas na wsi przewrotu raczej nie będzie, ale woda już skałę drąży. Może jeszcze będzie przepięknie…
Zima narodów nie tylko przetacza się przez Afrykę, ale też przez nasz wspaniały powiat wrzesiński. Oba zjawiska mają to do siebie, że zostawiają ślady w necie, a może raczej net służy jako narzędzie, dzięki któremu narody mogą pozbyć się nadmiaru żółci… Tak czy siak jest ciekawie. Mały Wilk opisuje w stylu country-western, to co dzieje się w prześlicznej gminie Kołaczkowo. W szczególności, to co ciekawego na linii: wójt – rada – przewodniczący rady. Boki można zrywać! Kim jest Mały Wilk? Nie wiem. I w zasadzie mnie, to nie obchodzi. Dla jego bezpieczeństwa – będzie lepiej – gdy pozostanie anonimowy na wieki. Przypuszczam, że blog ma coś wspólnego z reformą oświaty w gminie, i generalnie ogólnym niezadowoleniem społecznym. W podobnym kierunku idzie awantura o szkołę w Zasutowie, tradycyjne media już nie starczają.Rodzice wzięli sprawy we własne ręcę, także w internecie, jak choćby tutaj http://www.zasutowo.cba.pl/
Wybory były piękne tego lata. Jarek miał cudowną kampanię, które urzekła ludzi wsi, w tym arystokratyczną klasę chłopską. Co drugi dzień biegnę do Wszemborza – twierdzy JarKacza (i z powrotem). 4lipca -78%. Można rzec, że Jarek to król chłopski… no może skromniej – prezydent. Zastanawia mnie jednak, co dalej? Jesień będzie przecież festiwalem samorządności, a król – a zwłaszcza jego dwór jest nagi. O ile Jarek jest cacy, to gminne ryje PiS-u są okropne. Nie tylko chodzi tutaj o kolor szminki, krawatu czy koszuli, ale także o kontekst, czyli krajobraz czterolatki. Lokalni działacze republikańscy uwikłani są w sojusze z liberałami, przez co stali się klientami władzy i układu. Tak jest wygodniej i prościej. Diety sute i zero roboty. Posły pisowskie gnieźnieńsko-konińskie rąbią się tak, że struktury w gminach przestały istnieć. Nie dziwota, że teren tęskni za eleganckim i koncyliacyjnym Libickim, to był magnes. A teraz przy PiS plącze się postesbecja…