Młody rozpoczął dzieło nawracania mnie na fantastykę naukową zwaną w pewnych kręgach science – fiction , albo też si-fi. W tym celu podetknął mi książkę do czytania w tym właśnie gatunku. No i co? Lektura( „Droga” C. McCarthy) była przepyszna! Uwzględniając zwłaszcza obfite opisy kanibalizmu, a więc był rożen z niemowlaka, hot-dog z noworodka, a także włochate golonki, tyle że ludzkie.
Zdałam sobie sprawę, że ja to lubię….Patrząc ostatnio w pudło wypatrzyłem(w ramach powtórki) serial Star Trek – Następne Pokolenie. Cudowne bzdury! Telepatyczne gwałty, rozmowy z obcymi cywilizacjami za pomocą metafor itp. itd. Ale przede wszystkim te zakute ryje kosmitów… jak i załogi Enterprice`a , choć nie wszystkie. Niech moc będzie z wami!
Dobra – wcale niezagubiona – duszyczka podesłała mi linksa z powyższym materiałem, ba to nawet film dokumentalny (pod warunkiem że to nie totalna ściema). Przedstawiona została w nim historia emerytowanej lekarki, która w pojedynkę walczy o to, aby jej podatek PIT nie był przekazywany na kościół katolicki. Albowiem babcinka jest niewierząca, w związku z tym nie życzy sobie sponsorować tej instytucji.
U nas kościół i państwo to w zasadzie jedno, więc system uderza w staruszkę jak matrix. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze. Film utrzymany w stylu Michaela Moora, zachowując rzecz jasna trzeźwe proporcje, ale obrazoburczość i demaskatorstwo jakby to samo, amerykanskie…
To tak oklepane, że aż mam torsje. Ale po raz kolejny muszę przytoczyć kwestię z „Rejsu”: Patrzę, patrzę na to… No i aż mi się chce wyjść z… kina proszę pana… I wychodzę….Tak w skrócie można zrecenzować okrzyczane „33 dni z życia” Małgorzaty Szumowskiej, które niedawno obejrzałem na moich piętnastu calach. O czym to? Tako rzecze filmweb.pl: To przejmująca i bardzo osobista opowieść o doświadczeniu, jakim jest śmierć bliskiego członka rodziny. O tym jaki ma to wpływ na rodzinę, jak dekonstruuje i bezpowrotnie zmienia życie wszystkich osób.
Już po takim anonsie straciłem zapał do tego obsypanego nagrodami dzieła (Złote Lwy w Gdyni za reżyserię), albowiem z opisu wynika, że jest to jakiś dramat psychologiczny, no i był. Temat wtórny: mama umiera mi na raka i jest mi źle, a potem umiera mi tata i jest mi jeszcze gorzej. Kręgosłup scenariusza jak ze szkolnej rozprawki. Na dodatek ujęty tanio, bo autobiograficznie, słowem na ekranie umierają sławni Szumowscy. Ale to recenzentom wystarczyło aby chwalić film pod niebiosa, po tata i mama przecież, to była elita intelektualna kraju. Warszawka i krakauka wzruszyła się do łez.
Na szczęście niedoskonałości arcydzieła zauważyło też kilka miesięcy temu jury 33 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, które nagrodę główną przyznało „Małej Moskwie ” Waldemara Krzystka. Wszyscy mieli dość dołujących tematów, wiecznych umartwień i nagród, które niektórym należały się jakoby z urzędu.
A więc nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Mdłe zdjęcia (maż pani Szumowskiej), banalne sceny i postacie, jakieś wydumane chwyty i do tego parę kurw i chujów na okrasę. Czy to europejskie kino? Tak, na razie trzecioligowe…
Ćwierkanie
Uczniowie gimnazjum podpalają sobie włosy. Tak dla hecy http://ow.ly/1nx9e. Szara wrzesińska rzeczywistość. [#]