Strange
Rok 1977, to był piękny rok. W szpitalu wrzesińskim wylazłem na świat, a Gierek zapisywał w konstytucji wieczną przyjaźń z ZSRR. Po drugiej stronie globu rozgrywał się jednak dramat w pewnym jacuzzi. Otóż w gotującej się wodzie Roman Sławny Reżyser Filmowy nacisnął dziewczynkę. W ten sposób Roman stał się gwałcicielem, żeby nie powiedzieć pedofilem, dla amerykańskiego systemu wysokiej klasy skurwysynem, którego trzeba zamknąć. Roman miał szczęście, że nie działo się to w Chinach, bo zapewne ucięto by mu jaja na jakimiś stadionie, pełnym rozbawionej tłuszczy. A tak Romeczka dorwano w luksusowej Szwajcarii, dopiero po 33 latach! Po czym wypuszczono na wolność. Sprawiedliwości nie ma na tym świecie, a Dostojewski przewraca się w grobie, ponieważ jest zbrodnia, ale nie ma kary…
Dotknął mnie dysonans poznawczy. Romek, choć zbokas, to jednak robi dobre filmy ocierające o geniusz. I nie chodzi tutaj o Pianistów, czy inne późniejsze hity kity, ale powiedzmy sobie wcześniejszą twórczość. I co tu zrobić? Spalić książkę o Polański w kominku? Zmiażdżyć DVD z filmami? Wyrzucić go z pamięci? Złożyć samoobywatelską krytykę? Zapaść się pod ziemię? Może przyłączyć się do chóru zwolenników? Muzyczka, jak widać i słychać powyżej przyplatała się sama.
