Film
No Comments Jack
A więc to już koniec. Lakers win! Nie chce być kontrowersyjny, ale… stwierdzam że wiedziałem już o tym, gdy zobaczyłem ich pierwszy mecz w tym sezonie (chyba listopad 2009). Przyszedł jeszcze Ron Artest i byłem pewny, że będzie to przysłowiowy gwóźdź programu..i trochę był. W istocie rzeczy urzekła mnie bardziej historia Boston Celtics. Wańka wstańka zakończonych rozgrywek. Celtowie człapali cały sezon, by potem w play-offie zniszczyć LeBrona i stoczyć pasjonujący bój z Lakers. Dobra, to podsumowanie już jest. Teraz o tym, co ten cały burdel ma wspólnego z kinem. Otóż ma. Dziesiąta muza przez całe finały siedziała sobie na trybunach. Muza personalizuje się bowiem w Jacku Nicholsonie – karnet na Lakersów od 1970, trzy Oskary, dwadzieścia nominacji… kolega Polańskiego od dzikich orgii, Jack Torrence z „Lśnienia”, MacMurphy z „Lotu”…żeby jakoś się utrzymać w tematyce. Jack gra tutaj trochę w kosza. Luj zwyczajny…Nikt tak jak on nie rżnie Jessici Lange… A wy lubicie Jacka?