Rzutmy rożne
Jak patrzę na ryj Smudy, to mogę powiedzieć, że nic z tego nie będzie. A jeśli już, to najwyżej kiszka. No, ale dla tak zwanej prasy centralnej – Gazety Wyborczej i nie tylko – to złoty cielec, zbawca, mesjasz, prorok kurna globalny. Choć tu i ówdzie pojawiają się już głosy rozsądku, że ten starszy pan od ponad roku niczego nie wygrał, przegrał prawie pewne mistrzostwo z Lechem Poznań itp., itd.
Parę lat temu przeczytałem wywiad z Maciejem Szczęsnym w Dużym Formacie, i fragment tej rozmowy – który szczególnie zapadł mi w pamięci – pozwoli wam poznać bliżej morfologię Smudy, zwanego również Franzem.
- I jak było w szatni Widzewa?
- Chłopaki przyjęli mnie dobrze. Ale przy pierwszej przemowie trenera Franciszka Smudy dostałem padaczki ze śmiechu. Chłopaki byli przygotowani, postawili kołnierze od dresów, żeby zasłonić usta. “Frantz” mówi: “Dziś zajmiemy się rzutyma rożnami… rzutymi rożnemi…”, z boku ktoś podpowiada: “Trenerze, kornerami”, Smuda: “A chuj, kornerami”, to ja padłem, jakbym był w kabarecie. Ale po dwóch tygodniach byliśmy z “Frantzem” najlepszymi kumplami. Pozwolił mi dojeżdżać codziennie z Warszawy na trening, tylko żebym się nie tłumaczył, że się spóźniłem pięć minut, bo mi dróżnik w Przecławiu opuścił szlaban.
I co wy na to? Już widzę – oczyma wyobraźni – te kornery kadry narodowej…
