Archive from Listopad, 2009
lis 14, 2009 - Region    No Comments

Uwolnić kretyna

11 listopada wziąłem paszport i przekroczyłem granicę Związku Radzieckiego na przejściu w Borzykowie. Z racji tego, że wykonywałem strategiczne czynności służbowe nie mogę zdradzać szczegółów operacji. Jednak nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie pewna idea, która na granicy unosiła się niczym balon napompowany helem, a zwróciła moją uwagę (no to na pewno musi być coś co uderzy w system korporacji buhehhehe). „Uwolnić wójta” w tych dwóch słowach ujęto, to co ogólnie wszyscy wiedzą, ale też wszyscy milczą na ten temat. Media też siedzą cicho w dziurze, bo zazwyczaj brakuje twardych dowodów. I żeby tylko tego.
Pomijając to, kto to tę akcję wymyślił to się trochę ucieszyłem, że ktoś oprócz mnie widzi ten problem. Celne było wskazanie paluchem, że korupcja, nepotyzm, kumoterstwo (choć może to w pojedynczych przypadkach jest dobre) w samorządzie najlepiej widać na zawalonych wiochach, gdzie kadencyjność wójtów często zamienia się w omnipotencję, żeby nie powiedzieć jakąś zafajdaną dynastię i rządy klanu. Ba! Nawet gówniane stołki w urzędach gminnych są etatami dziedzicznymi przechodzącymi z ojca na syna, z matki na córkę itd. Walka o te dożywotnie synekury idzie na noże. Totalna paranoja, to też strach przed nowym: nowymi porządkami, nowymi ludźmi i pomysłami.
Do tego dorzuciłbym jeszcze pewien społeczny fatalizm; gdy na fotelu wójta – kretyn zastępuje kretyna.  Jak to możliwe, że wyborcy dwa razy się pomylili? Skoro wybrali kretyna na urząd, to może sami są kretynami? Raczej problem tkwi w braku wyboru. Często bywa tak, że można wybrać tylko między śliniącym się grubasem a chudym przyjebem. Dlaczego tak się dzieje? Ci bardziej kompetentni i mądrzejsi w wyborach nie startują, bo albo nie mają kwalifikacji wyborczych: (nie są rolnikami, nie piją wódki, albo nie pracują w urzędzie, mają wyższe wykształcenie, lub czegoś się dorobili, odnieśli jakiś sukces), albo widząc to szambo (rada gminy wybierana w wyborach większościowych) dają sobie spokój. Tak zwana wykształcona młodzież, też ma jeden pomysł na życie, który można skwitować w trzech słowach: Spier… z tej wiochy!

lis 10, 2009 - Koszykówka    No Comments

Non omnis moriar…koszykówki we Wrześni

Na tym blogu wspieramy wszelkie akcje animacyjne i sanacyjne dotyczące koszykówki. Dlatego z zadowoleniem przyjmujemy kolejną inicjatywę Macieja Szelągiewicza, który organizuje drugą z rzędu imprezę koszykarską w naszym mieście. Maciej wysłał e-maile do mediów – także do Dystryktu Września - który w całości przytaczamy:

Amatorski Turniej Piłki Koszykowej Basket Cup Września 2009 to już historia. Turniej zakończył się sukcesem nie tylko sportowym. Pokazał, że w naszym regionie jest duża grupa ludzi kochających koszykówkę. W Turnieju wzięło wielu zawodników.
Młodzież wrzesińska odnosiła znaczące sukcesy na różnych szczeblach rozgrywek szkolnych, a drużyna seniorska dzielnie radziła sobie w rozgrywkach ligowych. Mecze ligowe gromadziły w hali przy ul. Słowackiego ogromne ilości kibiców.
We Wrześni zawsze były duże tradycje związane z koszykówką.
Myślę, że możemy te tradycje koszykarskie kultywować. Stworzenie silnej drużyny reprezentującej Wrześnię to zadanie dla trenerów, sponsorów i nauczycieli w szkołach.
Rozbudzenie jednak sympatii oraz zamiłowania do koszykówki możemy próbować organizując takie małe turnieje. Pierwszy pokazał, że chętnych nie brakuje.
W związku z dużym zainteresowaniem chętnie podejmę próbę zoorganizowania Gwiazdkowego Turnieju Koszykówki. To taki prezent gwiazdkowy dla sympatyków i miłośników koszykówki. Myślę, że to dobry sposób spędzania wolnego czasu dla mieszkańców Wrześni.
Spotkanie organizacyjne dla chętnych koszykarzy amatorów odbędzie się w piątek 13.11.2009 o godzinie 19.00 w hali sportowej Gimnazjum nr 2 we Wrześni przy ul. Słowackiego.
Maciej Szelągiewicz

lis 3, 2009 - Tak ogólnie    No Comments

Rzutmy rożne

 

Jak patrzę na ryj Smudy, to mogę powiedzieć, że nic z tego nie będzie. A jeśli już, to najwyżej kiszka. No, ale dla tak zwanej prasy centralnej – Gazety Wyborczej i nie tylko – to złoty cielec, zbawca, mesjasz, prorok kurna globalny. Choć tu i ówdzie pojawiają się już głosy rozsądku, że ten starszy pan od ponad roku niczego nie wygrał, przegrał prawie pewne mistrzostwo z Lechem Poznań itp., itd.
Parę lat temu przeczytałem wywiad z Maciejem Szczęsnym w Dużym Formacie, i fragment tej rozmowy – który szczególnie zapadł mi w pamięci – pozwoli wam poznać bliżej morfologię Smudy, zwanego również Franzem. 
 

 -  I jak było w szatni Widzewa?

- Chłopaki przyjęli mnie dobrze. Ale przy pierwszej przemowie trenera Franciszka Smudy dostałem padaczki ze śmiechu. Chłopaki byli przygotowani, postawili kołnierze od dresów, żeby zasłonić usta. „Frantz” mówi: „Dziś zajmiemy się rzutyma rożnami… rzutymi rożnemi…”, z boku ktoś podpowiada: „Trenerze, kornerami”, Smuda: „A chuj, kornerami”, to ja padłem, jakbym był w kabarecie. Ale po dwóch tygodniach byliśmy z „Frantzem” najlepszymi kumplami. Pozwolił mi dojeżdżać codziennie z Warszawy na trening, tylko żebym się nie tłumaczył, że się spóźniłem pięć minut, bo mi dróżnik w Przecławiu opuścił szlaban.

I co wy na to? Już widzę – oczyma wyobraźni – te kornery kadry narodowej…