Region
No Comments Country hazard
Afera hazardowa, to tylko czubek góry lodowej na bezmiarze oceanu korupcji. O wielkości tej góry, ale bez warszawskiego czubka przekonuję się codziennie u nas na wsi. Tu nie chodzi o żadnego „Zbysia” czy „Grzesia”, lecz o wrzód, który pęcznieje na zdrowym ciele narodu. Otóż w każdym powiatowym city, albo country westernie jest mniejszy lub większy sklep geesowski, albo co gorsza piwosz ze stałą obsadą. W tychże przybytkach próżności, stoją elektroniczne pudła, które łykają monety za ułudę bogactwa. One-armed bandity wykorzystują teraz ciemny lud wrzesiński, bo ktoś wziął w łapę za to, że stoją w każdym sklepie, w każdy przysłowiowym Słomowie.
Ale to jeszcze pół biedy.
Te pudła z kuszącymi światełkami, masowo produkują inne patologie. Hazardowanie się sprzyja alkoholizmowi. Przecież piwko jedno, drugie, albo jakaś małpeczka wzmacniają chęć bezrozumnego pozbywania się forsy. Z drugiej strony promile uśmierzają rodzącą się w mózgu myśl, że karmiąc zylami bandytę odmawiamy dziecku chipsa. Zarabianie na biedzie i rozpijanie pańszczyźnianych chłopów, to przecież pomysł opatentowany już przez starożytnych Indian.
Wsiowy hazard pobudza również bandyctwo. Wkrótce nie będzie niczego… Skoro w każdym takim pudle, jest 2-3 tysiące złotych. To nic dziwnego, że włamania do wiejskich sklepów, to ostatnie pozycja numer jeden na topliście, grup mniej lub bardziej zorganizowanych.
Hazard to diabeł i zgorszenie. Amen!