* You are viewing the archive for Kwiecień, 2009

Taki mały toaścik

W zgodzie ze starym, ależ też tutejszym zwyczajem obchodzimy okrągłą, pierwszą rocznicę w wordpressie. Stasiek puścił już ze dwa pawie, a Józek sprzecza się z Zenkiem, czy się toasty wznosi, czy też wygłasza. Zanczy się dobrze jest…  Nie wiadomo, czy z tej okazji, ale przyszedł list – komentarz do postu pt. Magazyn 80/90, który napisałem rok temu.  Wzruszyłem się (ale łzy wzruszenie nie zalały mi twarzy), bo odezwał się stary znajomy:
Miło usłyszeć vel poczytać tak miłe słowa o Piotrze u ,którego drogi Filipie także byłem dwukrotnie gościem w latach 90-tych.To prawda ,że muzykę nie tylko trzeba puszczać jak to nieudolnie robią stacje radiowe w dzisiejszych czasach, traktując utwory jak gonitwę muzyczną ale umieć je zapowiedzieć ,skomentować ,potraktować je po macoszemu i wreszcie przełożyć to na rynek dyskotekowy jak to umiejętnie robił i robi nadal Piotr Stańczyk.
Pozdrawiam
Michał Kowalczyk.

A jak jesteśmy już przy starych czasach, to też wzruszyłem się (ale łzy wzruszenia nie zalały mi twarzy), gdy świrując w kanale, odświeżyłem sobie ten kawałek. Proszę bardzo: Paryż, hala Bercy i do tego live i ona: Mylene Farmer:


Mylene Farmer “Rever”

Pomruki ze świata foto

Jest trochę ruchu w interesie. Jakiś czas temu zaczęła działać strona internetowa Krzycha Liberkowskiego. Normalnie kultura i sztuka - mówię wam! Autor tak sobie idzie tą plażą zamyślony… i pewnie już wie, że był to ruch w dobrą stronę.
Ponadto Krzychu Korpik zrobił wystawę fotografii w temacie kobiecym. I jak orzekli fachowcy był to strzał w sedno tarczy. Moje ocena ignoranta jest też jak najbardziej pozytywna, no bo cóż, każdy lubi kawałek cycuszka lub pupeczki podany w wykwintnym sosie. I nawet rączka z rajstopką może być frapująca… Dysonans poznawczy między wystawą z rynku z ubiegłego roku, a tą z WeWe, jest spory, ale myślę , że za przeproszeniem zwrot akcji w przypadku fotografa Krzysztofa nastąpił w dobrym kierunku.

Wesołego Jajca!

Zerżnięty jak San Marino

Moje spotkanie z futbolem -po dłuższej przerwie – było katastrofą. Nie pomogła sztuczna trawa „Orlika”, ani nawet buty, w których gra ponoć Ronaldihno. To musiało się tak skończyć skoro: przyspieszam jak pociąg towarowy, co gorsza nie potrafię mocno kopnąć piłki przed się. Stare wiarus, zaś cykały se piłeczką, mając przy tym niezły ubaw. I za przeproszeniem zerżnęli nas jak kelnerów z San Marino…, tak jakoś 48:1. Nie zgadzam się z tym wynikiem, sprawiedliwy byłby remis, tyle panie mieliśmy setek. Ale nic to! Super Pipo odrodzi się! Pomścimy tę zniewagę… 

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";