* You are viewing the archive for Marzec, 2009

Telepatyczny gwałt

Młody rozpoczął dzieło nawracania mnie na fantastykę naukową zwaną w pewnych kręgach science – fiction , albo też si-fi. W tym celu podetknął mi książkę do czytania w tym właśnie gatunku. No i co? Lektura( „Droga” C. McCarthy) była przepyszna! Uwzględniając zwłaszcza obfite opisy kanibalizmu, a więc był rożen z niemowlaka, hot-dog z noworodka, a także włochate golonki, tyle że ludzkie.  
Zdałam sobie sprawę, że ja to lubię….Patrząc ostatnio w pudło wypatrzyłem(w ramach powtórki) serial Star Trek – Następne Pokolenie.  Cudowne bzdury! Telepatyczne gwałty, rozmowy z obcymi cywilizacjami za pomocą metafor itp. itd. Ale przede wszystkim te zakute ryje kosmitów… jak i załogi Enterprice`a , choć nie wszystkie. Niech moc będzie z wami!

Antyklerykalne farenheity


1,04% from hafciarka on Vimeo.

Dobra – wcale niezagubiona – duszyczka podesłała mi linksa z powyższym materiałem, ba to nawet film dokumentalny (pod warunkiem że to nie totalna ściema). Przedstawiona została w nim historia emerytowanej lekarki, która w pojedynkę walczy o to, aby jej podatek PIT nie był przekazywany na kościół katolicki. Albowiem babcinka jest niewierząca, w związku z tym nie życzy sobie sponsorować tej instytucji.
U nas kościół i państwo to w zasadzie jedno, więc system uderza w staruszkę jak matrix. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze. Film utrzymany w stylu Michaela Moora, zachowując rzecz jasna trzeźwe proporcje, ale obrazoburczość i demaskatorstwo jakby to samo, amerykanskie…    

Coming soon…

Nie róbcie scen!

To tak oklepane, że aż mam torsje. Ale po raz kolejny muszę przytoczyć kwestię z „Rejsu”: Patrzę, patrzę na to… No i aż mi się chce wyjść z… kina proszę pana… I wychodzę….Tak w skrócie można zrecenzować okrzyczane „33 dni z życia” Małgorzaty Szumowskiej, które niedawno obejrzałem na moich piętnastu calach. O czym to? Tako rzecze filmweb.pl:  To przejmująca i bardzo osobista opowieść o doświadczeniu, jakim jest śmierć bliskiego członka rodziny. O tym jaki ma to wpływ na rodzinę, jak dekonstruuje i bezpowrotnie zmienia życie wszystkich osób.
Już  po takim anonsie straciłem zapał do tego obsypanego nagrodami dzieła (Złote Lwy w Gdyni za reżyserię), albowiem z opisu wynika, że jest to jakiś dramat psychologiczny, no i był. Temat wtórny: mama umiera mi na raka i jest mi źle, a potem umiera mi tata i jest mi jeszcze gorzej. Kręgosłup scenariusza jak ze szkolnej rozprawki. Na dodatek ujęty tanio, bo autobiograficznie, słowem na ekranie umierają sławni Szumowscy. Ale to recenzentom wystarczyło aby chwalić film pod niebiosa, po tata i mama przecież, to była elita intelektualna kraju. Warszawka i krakauka wzruszyła się do łez.
Na szczęście niedoskonałości arcydzieła zauważyło też kilka miesięcy temu jury 33 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, które nagrodę główną przyznało „Małej Moskwie ” Waldemara Krzystka. Wszyscy mieli dość dołujących tematów, wiecznych umartwień i nagród, które niektórym należały się jakoby z urzędu.
A więc nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Mdłe zdjęcia (maż pani Szumowskiej), banalne sceny i postacie, jakieś wydumane chwyty i do tego parę kurw i chujów na okrasę. Czy to europejskie kino? Tak, na razie trzecioligowe…

 

Co nochal wyniuchał…

Przeszukuję wciąż blogosferę w poszukiwaniu wątków wrzesińskich. Rządzi tym ciągle przypadek, inaczej nie może być, ponieważ net jest za duży jak na jedną głowę. Odchodząc od wątku martyrologicznego, to znalazłem ostatnio blog młodego człowieka z Miłosławia zatytułowany Krytycznym okiem, co prawda jest tu sporo postów o telefonii komórkowej, ale mnie bardziej interesuje to co dzieje się w Miłosławiu i też takie informacje na ten temat się pojawiają.
Bloga ma również prof. Danuta Mączak z Zasutowa (ASP Poznań, Katedra Rzeźby), która opisuje działalność swojej Galerii Plenerowej Juliana. To propozycja dla tych, którzy szukają za przeproszeniem kultury i…sztuki.   

Legia to kurczak

Oświadczam, że „Kolejorz” będzie mistrzem Polski. To mniemanie graniczące z pewnością nawiedziło mnie, po obejrzeniu ostatniego meczu z Górnikiem Zabrze (1:1). Ta nasza ekipa bałkańsko-peruwiańska co prawda człapała po murawie okropnie, ale i tak miała kilka setek do wypicia. Koniec końców pomógł jeden samobójca, ale co by nie powiedzieć zmusili go do tego. Będziemy mieli „majstra”, bo jak powiedział onegdaj Jose Mourinho: Mamy najlepszych graczy oraz – wybaczcie jeśli jestem arogancki – najlepszego trenera. Nie sprawdziły się przewidywania, że Franz Smuda zajedzie Lecha w przerwie zimowej, chłopaki biegają. Smuda miał rację mówiąc, że: zajechać kogoś to można w łóżku.
Ten marsz po mistrzostwo będę oglądał w TV. Choć kiedyś bywało inaczej, teraz mi się po prostu nie chce jeździć na „Kolejorza”.  Po wtóre, boję się że dostanę po ryju. Z praktyki wiem, że na trybunach rządzi alkohol, który wywołuje agresję typków, którzy w weekend zrywają się ze smyczy i chcą się nawalić, bawić, i pomachać sobie flagą. Miałem kilka razy sytuacje, że mogłem oberwać za kogoś, bo np. ten ktoś myślał że będzie mógł obejrzeć sobie mecz tak samo jak w Canal+ (wspomniana flaga). A więc dziękuję nasram! Pojawię się przy Bułgarskiej wtedy, kiedy będzie to faktycznie raj dla pikników…

Mój Kisiel

stefan-kisielewski.jpg

Będąc studenciną, mój promotor mawiał, że każdy dziennikarz, powinien w tygodniu czytać wszystko co znajduję się między „Nie” a „Tygodnikiem Powszechnym”, bo wtedy nic ważnego człowiekowi nie umknie, i co więcej adept otrzyma odpowiednią dawkę różnych poglądów, co uchroni go przed skrzywieniem ideologicznym. Nie będę tu ściemniał, że się stosowałem do tych wskazówek, ponieważ prawda jest taka, że w moje łapska wpadało częściej satyryczne „Nie” niż nobliwy „Tygodnik Powszechny”. 
Jednak duch „TP” nie dawał mi spokoju.  W dłuższych okresach, mój nos tkwił w dziełach zebranych Kisiela. Były już to wtedy teksty nieco historyczne, ale mimo to czytałem z wypiekami na twarzy. Dziwiłem się strasznie, że w katolickim piśmie mogły ukazywać się, aż tak mięsiste felietony. Wyglądało to jakby „Tygodnik”  dawał na swoich łamach miejsce publicystycznemu łobuzowi z premedytacją, tylko po to, aby kulturalne, po katolicku bił w komunę…
Informacje o trudnej sytuacji „Tygodnika” przyjąłem ze strasznym zdziwieniem. Tym bardziej, że ostatnie zmiany formatu i layoutu gazety utwierdzały mnie w przekonaniu, że idzie ku lepszemu. Pismo przestało być blachą i wertowanie nie wymagało już specjalnych umiejętności gimnastycznych.  Na dodatek w necie czytam bloga Michała Okońskiego o angielskiej piłce, to mam wrażenie potwierdzenie tego że trwa walka o Czytelnika.
Życzyłbym sobie i redakcji, aby „Tygodnik Powszechny” można było kupić pod kościołem w moim Kołaczkowie (w innych parafiach też),  po mszy św. u ministranta jak to się praktykuje z kolportażem prasy katolickiej. Zasługujecie na to! Pozdrawiam i trzymam kciuki!

Tekst ukazał się również na stronie:http://klubtygodnika.pl/

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";