Z drogi k… papież jedzie!
Odnoszę wrażenie, że prawo stanowione przez niektórych samorządowców ma w sobie sporo elementu baśniowego. Otóż w niektórych gminach pięknego dystryktu wrzesińskiego stosowane są praktyki wprowadzania się w stan lekkiego błogostanu, zwłaszcza podczas mniej oficjalnych posiedzeń – to jest komisji rad. Wtedy swoje wniebowzięcie można łatwiej ukryć przed opinią publiczną, ponieważ na komisje nie zagląda pies z kulawą nogą, a na sesji, to zawsze jakaś przybłęda się przyplącze. Więc wprowadzają ten element baśniowy do organizmu najczęściej z nudy, albo z tego powodu, że szara rzeczywistość na trzeźwo jest nie do przyjęcia. Być może po małpce czyta się lepiej dokumenty, zapewnie elokwentnie rozmawia i podejmuje jedynie słuszne decyzje. Po komisji taki rajca wsiada do samochodu i na lekkim pstyczku jedzie do domu. Słowem z drogi k… papież jedzie.
Gdybym mógł być normalny obywatelem, to bym takiego jednego z drugim z miejsca w papę strzelił – jak powiedział onegdaj przywódca chłopski Andrew Lepper. No, ale niestety nie mogę, więc muszę robić dobrą minę do złej gry. Ale gdyby ktoś tak lotną brygadę powiadomił, że radny to taki a taki, wniebowzięty do samochodu wsiada…he?
W życiu wyznaję zasadę: pijaństwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom. A więc:
cdn.
