Września
No Comments Wytrysk korwinizmu
Janusz Korwin-Mikke powinien być zadowolony. Jak pamiętam zawsze walczył z biurokracją, tak jakoś zawzięcie, z pianą na pysku, do ostatniego tchu. Teraz jego dzieci właśnie robią porządki z biurokratyzmem we Wrześni. Głównym zamiataczem jest – pilny uczeń Korwina – Tomasz Kałużny, znany szerzej jako burmistrz. Wspólnie ze swoimi terminatorami o UPR-owskich korzeniach „dożynają watahy” przebrzydłych biuralistów, którzy mieli czelność zatrudnić się w urzędach i co gorsza marnować papier – jak mawiał onegdaj Józiu Matuszewski. Ale dość tego! Padają kolejne urzędnicze bastiony: PUK, PWiK, ZGM, WOK, PEC… teraz przyjdzie kolej na OPS, WTZ, schronisko dla psów, czyli na tych, co to na litości przez lata jadą, teraz może jej dla nich zabraknąć. Korwniści nie zatapiają mieczów tylko w ciałach urzędników ratuszowych. Dlaczego? Trudno odgadnąć. Za to można zaobserwować system rotacji (ci niepożądani lądują przy ul. Chopina – najczęściej są to osoby z zaciągu taciakowego, albo wczesnokałużnego). Kariery robią te ładniejsze, albo ci bardziej inteligentni. Tak czy siak oba kierunki są dobre, choć nie jestem pewny, czy choćby w jednym przypadku występowały razem.
Miałem sen… zupełnie jak Martin Luther King. W objęciach Morfeusza widziałem jak korwiniści dochodzą do władzy w gminach: Kołaczkowo, Pyzdry, Nekla, (w Miłosławiu podobno są, ale widać że zgnuśnieli od nadmiaru władzy). A wpuścić dwóch, trzech niech no przez jedną kadencję wiatru narobią, od razu atmosfera zrobi się rześka.
Nie jestem epigonem Korwina. Fakt, że jego wyznawcy teraz trzęsą Wrześnią, jest chichotem endeckiej historii miasta. Wszystko mi jedno czy rządzą mną eurokomuniści, postkomuniści, socjaldemokraci, rydzykowi czy korwiniści, ważne żeby wiatr robili…