lis 1, 2008 - Września    No Comments

Korbol Nicholsona

 

 

Na horyzoncie widzę same podziurawione korbole. Z ich ryjów i oczodołów wydobywa się światło. Straszą. O chusteczka!, myślę sobie. Czy to jeszcze Polska panie, a może my są już Amerykany?
Ostatnio usłyszałem taką oto historyjkę. Ponoć duszka Kacperka można spotkać w lesie. Czai się za drzewami, krzaczkami i robi coś takiego: uhhhhhuuuuu! Normalny człowiek, na ten widok bierz nogi za pas, czyli spier… Ale nie blondynka, nie ona. Ona ma czas i nerwy, z różowej torebki wyciąga komórkę i robi pstryk, pstryk i pstryk. Później koleżankom u fryzjera opowiada story, o tym jak to za sosenką w lesie stał ktoś potężny i strach był jak skur…
Wzruszyłem się do łez. W te cmentarne dni polecam zaś, coś mniej różowego. Kolega Idzikowski przymusza mnie do oglądania filmów Kubricka, więc na tę okazję akuratne jest „Lśnienie”. Duchy, siekierezada Nicholsona, no i słynne: - Here’s Johnny.

 

Got anything to say? Go ahead and leave a comment!

*