Września
No Comments Jak mózg mi uchem wypłynął
Kiszka. Tak można nazwać, to co ostatnio zobaczyłem w Kinie Konesera (seanse sponsorowane przez powiat w kinie „Trójka”). Na papierze wyglądało to zachęcająco. Niemy film, miał być okraszony muzyką jazzbandu z Włoch (sic!) „Światła wielkiego miasta” Chaplina okazał się filmem… śmiesznym. Pojawiła się też ciekawość, no bo przecież to kanon światowego kina o znamionach arcydzieła. Niestety cały efekt popsuła muzyka. „Udźwiękowienie” filmu Chaplina okazał się porażką. Od strony technicznej było niechlujne. Nie zawsze to co było grane, odpowiadało temu co działo się na ekranie. Improwizacja jazzową często zamieniała się w przypadkową kakofonię. Ponadto grano z puszki, często melodie jak z horroru, a było to przecież komediowy romans! No, ale przede wszystkim było za głośno. Dźwięki wżerały się w mózg. Z tego wszystkiego przytuliłem się bardziej do żonki, aby czasem mój móżdżek nie wypłynął mi uchem. Jazz pasuje do filmu Chaplina, jak świni siodło. Nie oznacza, to że nie pasuje w ogóle do filmów niemych. Jeśli ktoś pamięta duet Polański-Komeda, to wie, że wszystko można udanie połączyć. Krzysztof Komeda napisał muzykę do większości filmów Polańskiego, również do jego etiud studenckich, w tym do najsłynniejszej „ Dwaj ludzie z szafą”. A więc panowie muzykanty Italiano, patrzta i uczta się…