Jak zabije mnie kaszanka
Ile z tego będzie kaszany?
To nie ulega wątpliwości, pomagałem w rzezi. W kodeksie karnym określone to jest jako współsprawstwo. Woziłem świnie na ohydną śmierć, powinna spotkać mnie zasłużona kara. Kodeksowo wypada jakieś 25 lat więzienia. Jak to paskudne pomocnictwo wygląda już dawno temu opisałem na pewny blogu, więc zacytuje tylko: Świnia od początku wie, że coś jest nie tak. W patyku pojawia się człowiek, ale nie sypie paszy, ani gnoju nie wyrzuca, tylko nerwowo się kręci. Udaje przyjaciela, czule poklepuje po szczecinie, po karku głaszcze i otwiera…patyk. Świnia głupieje do reszty od namiaru przestrzeni. W drzwiach widzi jakiś dziwny przedmiot, więc załącza ręczny hamulec. Człowiek przestaje być przyjacielem, bo pcha od zadka stukilowego lamora prosto do klatki. Ściśnięte zwierzę w klatce przeraźliwie kwiczy i sra ze strachu(…)
Pan Bóg chciał i uwolnił mnie z funkcji pomocnika farmera. Od kilku miesięcy nie pomagam w rzeziach, więc spodziewam się nadzwyczajnego złagodzenia kary. Jest jednak takie słowo tradycja. Nakazuje ona świniobicie przed Bożym Narodzeniem. Tradycja zostanie dochowana, świntucha ubiją osoby trzecie. Zwłoki: dwie wanienki kiełbas, miska kaszanki ,wiadro smalcu i plaster szynki zostaną mi dostarczone na stół. To dobrze, bo lubię kiszkę smażoną, bo jest tania i dobra. Lecz świnia może zabić zza grobu. Wystarczy że do kiszki wpuści jad i normalnie po człowieku. To jak mawia klasyk fakt autentyczny o czym można przekonać się tutaj.
