O, biurwa!

Jestem terrorystą. W szczególności lubię terroryzować wszelakie biurwy urzędowe, z którymi muszę się spotykać w różnych instytucjach. Ten przymus wynika z tego, że biurokraci w swych teczuszkach i kajetach posiadają informacje, które często niezbędne do tego, aby spłodzić mały nawet artykulik. Dlatego trzeba się napraszać. Czasami jest to trudne i denerwujące. Ale w zasadzie lubię to, ponieważ nie ma nic przyjemniejszego popatrzeć jak urzędas zaczyna popuszczać w majtki… Niektórzy boją się już wtedy, gdy muszą w ogóle udzielać informacji, inni zaś gubią się przy zbyt dużej liczbie pytań, albo gdy temat jest kontrowersyjny, wtedy najczęściej odsyłają do biurw wyższego rzędu typu: wójt, burmistrza albo starosta. Terroryzowana biurwa, gdyż już trochę ochłonie na odchodne (albo na dzień dobry) potrafi ugryźć redaktora powiedzmy w łydkę.  Taka na przykład biurwa z Kołaczkowa potrafiła mi powiedzieć, żebym nic nie pokręcił, jak ostatnio. Ostatnio, czyli gdy pani wypadła w tekście niezbyt okazale, a dokładnie – skompromitowała się . To znaczy mi i czytelnikom wydawało się (sic!), że się skompromitowała, bo w ocenie biuralistki to ja coś pokręciłem. I co jej zrobiłem? Wdeptałem w ziemię? Zak… z laczka i poprawiłem z kopyta? Ale gdzie tam!  – Niech się wygada, najlepiej potakiwać – brzmi instrukcja w redakcji, więc trzeba robić za pajaca.
Gdy do urzędu idę po cywilnemu załatwić jakieś swoje sprawy, jestem pomiatany jak inni petenci, i nawet nie chce mi się tego opisywać, choć mógłbym wziąć srogi odwet, ale…       

Jeden komentarz to “O, biurwa!”

  1. 62-300 napisał/a:

    wrz 07, 08 at 12:31 am

    No to masz przynajmniej ciekawą pracę, trochę jak Brudny Harry… :-) Nie to co u mnie…nuda.


Skomentuj wpis


tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";