Archive from Sierpień, 2008
sie 21, 2008 - Września    1 Comment

Dziabonk

Nie podzielam oburzenia mediów, po tym jak Chińczycy na trawniczku w wiosce olimpijskiej znaleźli spitego jak belę Jerzego Sudoła, wiceprezesa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Raczej zastanawiam się gdzie byli jego koledzy od kieliszka, którzy zostawili go na pastwę skandalu? Chyba to nie koledzy, tylko chuje. Dziwię się również, że dopiero teraz namierzono rzeszę alkoholików na samym szczycie polskiego sportu, byli tutaj od zawsze, tak samo jak są w szkołach, LZS-ach i TKKF-ach.  Na przykład we Wrześni i okolicy nauczycielom wychowania fizycznego alkoholizm lub pijaństwo przydarza się często, tak samo jak tak zwanym działaczom sportowym ze wsi, mniejszych i większych miasteczek. To taka mała tajemnica poliszynela. Po tym wyniki na igrzyskach olimpijskich też muszą być pod mocnym aniołem.  Zadziwia mnie ten związek małżeński wódki i sportu, bo w mojej ocenie to dwie historie biegunowo od siebie odległe. Chyba że przyjmiemy założenie, że wódka to też sport? I dorobimy do tego filozofię.
Zdziwiła mnie również reakcja Ministra Sportu Mirosława Drzewieckiego, który chce po olimpiadzie porąbać wszystkie związki sportowe w Polsce, za to właśnie pijaństwo i  że są takimi małymi PZPN-ami, gdzie panie korupcja, układy i kliki. Pamiętam takie zdarzenie. Podczas prawyborów 2005 we Wrześni pojawił się  właśnie M. Drzewiecki – wówczas jeszcze minister w gabinecie cieni i skarbnik PO, który otworzył turniej piłkarski dla młodzieży (zwiedził również nasz stadion miejski i basen przy Gnieźnieńskiej). Za nim to uczynił zjadł obiad i wydaje mi się, że też przyjął dziabonka, albowiem przeprowadzając interwiu w pewnym momencie poczułem zapach olimpijskiego trawnika…

sie 9, 2008 - Września    5 Comments

McDonalds

Ostatnio żarłem trociny nazywane kebabem w barze „Laila”. Do tego były frytki twarde jak kamienie i surówka ze starej poszatkowanej kapusty.  Niedawno też skonsumowałem oszukanego hamburgera  przybytku o nazwie „Ejo”, ponoć w naszej mieścinie bardzo modnym, zwłaszcza w nocy. Oszukaństwo polegało na tym, że ta buła z mięsem była tania, i wyglądała na  dużą i soczystą. Niestety okazała się małokalorycznym ścierwem bez smaku. W tak zwanym high life nie jest wcale lepiej. „Królewska” podaje kotlety, devolaye i inne mięsiwa w takiej pomarańczowej panierce.  Czuć, że napchane to wszystko paszą, zbukami i innym cholerstwem, plastik w gębie. Nawet żurek potrafią popsuć, bo podają go w starym chlebie. W „Margericie” też cuda i udziwnienia, pomidorówki i schabowego z kapustą nie uświadczysz. Otwarłem kartę i nie było co jeść! W „Capri”, która imituje „Pizza Hut”, na pizzę czeka się 30-45 minut, nic panie jak tylko wyjść. I wychodzę…
Marzy mi się taki McDonalds we Wrześni. Ja tutaj wszystko lubię. Makcziken, makwieśniak, bigmak i to wszystko big i mak, nawet rozcieńczoną kolę wolę. Takie to pyszne, mniam. No, ale czy doczekam się tego wielkiego M w moim mieście? Oto jest pytanie.

sie 3, 2008 - Września    No Comments

Poezja Bronksu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy Tomasz Kałużny zobaczy ten napis z ulicy Sienkiewicza, to zapewnie spadnie ze swojego burmistrzowskiego stołka. Przecież to prowokacja! Atak na najbardziej reprezentacyjny punkt miasta! Otóż jakiś uliczny poeta pojechał rymem częstochowskim po murze jednej z kamienic: Teraz patrzysz na wrzesiński Bronx, wypierdalają jak nie jesteś stąd. Debile. Trochę z boczku tradycyjne: CHDWP, co w pewnych kręgach znaczy dzień dobry, albo dobranoc. Analizując treść: podmiot liryczny miał zapewne na myśli, że rynek, ulica Sienkiewicza, Dzieci Wrzesińskich, Jana Pawła II(sic!), Fabryczna, to najbardziej oszczany, osrany, i zapewnie niebezpiecznie rejon miasta. Stąd w wierszu pojawia się określenie wrzesiński Bronx, czyli porównanie z najbardziej osraną i oszczaną i niebezpieczną dzielnicą w Nowym Jorku.  Trzeba się zastanowić, czy to prawda? Za moich młodzieńczych czasów, na tymże terytorium można było owszem dostać w ryj, od różnych Budzynów, Plutów i Kwapów. A teraz, to nie wiem, bo starzy znajomi dziwnie poznikali z ulic. Legenda o „trójkącie bermudzkim” – wspomniane wyżej ulice, ciągle funkcjonuje, nowe chodniki i neony niewiele zmienią, bo przecież nie w tym rzecz.