Idzia bidzia min!

 

Czas temu jakiś Jacek Żakowski napisał w „Polityce” o gigantycznym wpływie kultury na inwestycje. Artykuł zaczyna się od pierdów o Balzaku i powiedzonka „nie będę fatygował hrabiny, by zaoszczędzić ludwika”, znaczy fajnie się zaczyna. Po lekturze stało się coś niesamowitego… pomyślałem, pomyślałem, że żyję w mieście buraka, ogórka i marchewki. Uświadomiłem sobie, że we Wrześni nie ma inwestycji, bo nie ma kultury i na odwrót, za to mamy: WOK cudnie pachnący galartem i muzeum z PTTK w środku, a LZS już ustawił się w kolejce. Są też mecenasi, co poza Dodą świata nie widzą. PKP!
Jedyne co się zgadza z koncepcją Żakowskiego, to to, że stawiamy na chóry, a nie kabarety. Mamy swoich ludzi w chórach – doliczyłem się dwóch – a może jest ich więcej. Nie wiem. Nie wiem także czy oprócz śpiewania, wiążą się kulturowo i śpiewają o tym czy we Wrześni zainwestują Chińczycy, Koreańczycy a może Katarczyki. Być może nam coś pięknego wyśpiewają: Idzia bidzia min, sua suła… siang, siang, osjan chuła sinczilesaj kum kum! I jeszcze będzie cudownie…

Change We Need!

radek-sikorski

Fotograf, który zdjął fotkę powyżej będzie prezydentem Najjaśniejszej – niewykluczone że jeszcze w tym roku. Wszyscy poznali oczywiście, że to zdjęcie Radosława Sikorskiego, które wygrało World Press Photo w 1988 r. Przedstawia nieżywych mieszkańców afgańskiej wioski po sowieckim nalocie. Takich prezydentów nam potrzeba, co zdjęcie potrafią zrobić, coś napisać i że tak powiem paru moskali granatem uspokoić. Proszę się nie niepokoić. To nie jest początek kampanii wyborczej Radka Sikorskiego na prezydenta na blogu Filipa Biernata! Oj nie! Jeno chciałem zwrócić uwagę, że w Radku wielu moich rodaków lokuje swoje nadzieje. Chodzę po Kołaczkowie i ciągle słyszę: Change We Need! Yes ,we can! No kurwa obłęd jakiś. Ludzie chcą zrobić czeńdża z Kaczyńskiego na Radka i to w Kołaczkowie! Wydaje mi się jednak, że Lech się tak łatwo nie podda, skąd to wiem? Znikąd! Czuję podskórnie, że Lech się podoba. Bo przecież to Polak jak ty czy ja, tak precyzyjnie odmierzony jak metr z Sevre pod Paryżem.

Promujemy basket na wsi

Więcej na ten temat można przeczytać na wrzesnia.info.pl

Bałwany ludojady

 

Każda prognoza pogody brzmi jak wyrok śmierci. Jutro śnieżyca, pojutrze śnieżyca, za tydzień śnieżyca, za miesiąc pieprzona śnieżyca. Gdy to słyszę, to za każdym wiem że moi ukochani chłopacy nie dadzą rady. Pięć centymetrów śniegu i ich nie ma. Albo przywołując olimpijską parabolę to będzie jak skok Eddiego „Orła” Edwardsa, równie komiczny jak krótki. Lecz nie to jest przerażające. Otóż moi kochani drogowcy to jaskiniowcy, którzy patrzą na cienie  zafajdanej lodowatej rzeczywistości w niedoświetlonej pieczarze. Stąd problem poznawczy. To powoduje, że zimowi żołnierze nie rozróżniają wiadra od karabinu,  drogi odśnieżonej od nieodśnieżonej. W sumie nie wiem co  robić, gdy ktoś wmawia mi że białe jest czarne. Postanowiłem działać sam, w samochodzie wożę wielką łopatę antyśniegową, może jeszcze pług sobie do renówki przyczepię i będę świadczył usługi dla ludności… odciętej od świata.

Szit

obrazy-061

Wszelakiej maści monopoliści mają zazwyczaj dowcip młota kowalskiego. Na przykład ostatnio irytuje mnie Gadu-Gadu. Jakiś czas temu zainstalowałem sobie wersję dziesiątą tego wynalazku, po czym okazało się, że ten szit ma przyspieszenie pociągu towarowego, a więc ten szit wywaliłem, bo jak mawia klasyk: jaja mogą być, ale umyte. Ostatecznie stanęło na wersji siódmej czy fucking coś. I że tak powiem: działa. Ale zafajdane żółte słoneczko nie dawało odporu. Teraz gdy za każdym razem ożywiam to cudowne dziecko polskiego internetu pojawia się kopertka z informacją: Ty kurwa frajerze, jak śmiałeś odinstalować cudowną dziesiąta wersję naszego komunikatora. Teraz chuju ciebie za to ukaramy. Nie będziesz mógł łączyć z numerami powyżej j 17.000.000. Chyba, że przeprosisz i na powrót zainstalujesz dziesiątą wersję.
W łebkach się poprzewracało. Tak myślę, że musi wrócić Jarek i zrobić porządek! Tak Jarku wróć! I wróci stary porządek: zimową porą będą szykować architekci plany budowy dróg, plany budowy dróg, podkreślam jeszcze raz plany budowy dróg, a na wiosnę wyjdziemy z budową dróg i ulic, bo jakie mamy drogi, jakie mamy drogi…

Aha i jeszcze o fotce. To zdjęcie zostało umieszczone w przedostatniej „Polityce” przedstawia Wrześnię z lat okupacji. Tylko nie jestem pewien na jakiej to ulicy się dzieje, chyba na Witkowskiej?

Teraz walnę niedźwiedzia po swojemu

Kiedyś bardzo mnie bawiło budowanie, szykowanie, porównywanie, spisywanie, słuchanie wszelakich list przebojów, bilbordów, top tenów, uk chartów i innych takich wynalazków, ale jak urosłem to mnie przestało to bawić. Ostatnio zacząłem karleć, więc stare głupoty wracają jak morskie fale. A więc postanowiłem znowu zbudować mały top ten, po części dla tego, że Marek Niedźwiedzki, wyprodukował kolejny Top Wszechczasów. Dla niezorientowanych „Niedźwiedź” nadaje teraz ze Złotych Przebojów, bo że tak powiem z „Trójki” sobie poszedł czas jakiś temu. Odkryłem też z przerażeniem, że mój mózg jest sformatowany jak radio z 80’s collection, więc nikogo tutaj nie zaskoczę specjalną wynalazczością. Kolejność przypadkowa. A więc dajesz Biernacik…

 

Pamiętam, że w licealnym radiowęźle często leciała „Layla”. I to był czas kiedy pierwszy raz to usłyszałem. To była wersja unplugeed, jak dla mnie zjebana, sprofanowana, no ale Clapton wziął swoje od MTV więc…, w radiowęźle komuś najwidoczniej MTV też smarowało. Potem u Kaczkowskiego w „Trójce” czy w innej nocy człowiek usłyszał to co powinien usłyszeć, czyli wersję elektryczną. I teraz mogę się przyznać, że to ja w londyńskim metrze napisałem, że Clapton jest Bogiem.

Dla mnie „Queen” był najlepszy, gdy wchodził do dyskoteki. „Ga Ga” jest klinicznym przypadkiem tegoż, więc panie Rodżerze Taylorze, dziękuję panu za ten beat i perkusję, rakieta normalnie. Jak byłem mały i pytano mnie, co to „Queen” odpowiadałem… ga,ga hehhe.

„Trójka” w 1997 r. transmitowała koncert Camela z kongresowej, a ja to słuchałem i nagrywałem na kasetę. Potęga!, zwłaszcza „Irish Air” w tamtej trójkowo-kongresowej wersji. Ciary chodzą.

Miałem problem, bo nie wiedziałem co wybrać: „Black Celebration”, „Stripped” czy „Halo” albo „Policy of truth”. Padło na ten ostatni, bo to myślę największy power z najlepszych lat Depeszów.

O tej pani pisałem dosyć niedawno. Ale napiszę jeszcze raz. Widziałem koncert Mylen w Bercy retransmitowany przez TVP, gdzieś pod koniec 1996 r. I ten wyemancypowany kawałek zapadł mi w pamięci. Na tyle, że sobie go przypomniałem po trzynastu latach, ba… ściągnąłem sobie cały ten koncert. Pojeb ze mnie i tyle.

Miami Vice za mną chodzą wciąż. Nie wiem z czego, to wynika, może dlatego, że emeryturę chciałbym spędzić pod palmami na Florydzie, jak nie przymierzając minister „Miro”. Na razie pierwszy sezon „Vajsów” i wszystkie płyty Hammera już mam. Teraz trzeba zarobić na „emę”.

Dlaczego Chicago Bulls byli sześć razy mistrzami NBA! Bo Alan Parsons nagrał im intro. Właściwie Bullsi, wyciągnęli mu utworek z niebytu. Myślę koszykówka, słyszę „Sirus”, słyszę „Sirius” myślę Jordan. Czy jakoś tak. Typowy enjdżajzer jak dla mnie.

Kiedyś w moim pokoju wisiały plakaty Depeszów, filmowy poster z Kevinem Costnerem w roli Robin Hooda, a Jean-Claud Van Damme pokazywał swój biceps, było też miejsca dla Mari i Pera. Utwór ten pochodzi z najbardziej zjechanej kasety jaką miałem.

Miało być dziesięć, ale jest osiem. Te dwa muszą sobie jeszcze zasłużyć, no!

Prezydent gminy

Zastanawiam się – bo w przyszłym roku wybory – kto zostanie prezydentem mojej gminy. Moja gmina, to no właśnie… gdzie to właściwie jest? I to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, ponieważ tak będzie dla mniej lepiej, bezpieczniej… Dosyć tego epciu pepciu. Przejdźmy do konkretów. Wymóżdżyłem kogo niekoniecznie trzeba wybierać, nie ukrywam że mocno będę generalizował.

1.Chłop – jest po to, aby uprawiać rolę, albo kulturę, ale niekoniecznie musi pchać się do urzędu, ponieważ mimo wszystko gmina, to organizm wyższego rzędu niż rozlatująca się zaścianek. Ludzi o mentalności cepa jest sporo, ale panie my tak drugiej Japonii nie zbudujemy! Jeśli nawet taki jeden z drugim ma hemzetkę, holksawagen i horyzont, to nie znaczy że się nada na prezydenta. Wiadomym jest też, że horyzont na drodze między domem a chlewem jest dość wąski.

2. Nauczyciel – pewna klasyczka rzekła onegdaj, że nauczyciele rujnują budżet. No to gdy prezydentem zostanie nauczyciel, to reform w oświacie raczej nie będzie, a bilansik można przewidzieć cieniutki, jak cienka czerwona linia. I tak panie przez całą kadencję. Trudno wyobrazić sobie nauczyciela likwidującego i prywatyzującego szkoły, albo zwalniającego panią Zosię – księgową, albo pana Jurka – woźnego. Oni są przecież tacy sympatyczni!  Co istotne, taki nauczycielski wódz, będzie wiedział wszystko najlepiej i nie znosił sprzeciwu, nieprawdaż?

3. Urzędnik – poje… tego gatunku wydaje się być nie do opisania. Prezydent urzędnik kojarzy mi się z bezwładem decyzyjnym, kurczowym trzymaniem się papierków, i punktualnością do 15.00.  I jeśli pan inwestor z milionem dolców zapuka do drzwi urzędu o 15.05, nie będzie obsłużony. Bo urząd tutaj rulez! Nie jedna gmina przez prezydenta urzędnika stoczyła się i nie jedna jeszcze się stoczy. Tako żem rzekł.

4. Dziennikarz – Jak skasować gminę? Obierzcie sobie na prezydenta dziennikarza, to wam wywali wszystko do góry nogami. Dranie bez skrupułów. Wierzą w potęgę szczegółu, ale tutaj trzeba być ojcem narodu i przymykać oczy na różne niegodziwości. Prezydent dziennikarz, będzie też zwalczał miejscową prasę, radio i telewizję. Chce mieć monopol na rację.

Cdn.

W każdym siedzi jakaś hiena…

 

Dzisiaj będzie o konkursach piękności, czyli nagrodach. Znów okazałem się prorokiem globalnym, gdyż rok temu stwierdziłem w tymże periodyku, że różne Lisy, Olejniki i Żakowskie mają jakoby abonament na Grand Pressa. I co? Słowo ciałem się stało. Tomasz Lis dostał grand priksa za 2009 r., a szczerze pisząc myślałem, że nagrodę dostanie jakiś dziennikarz lokalny z Pcimia Dolnego. Ale wyszło na moje: że w Polsce mamy trzech, czterech dziennikarzy, reszta to sieroty opóźnione w rozwoju zwłaszcza te spoza telewizji i Warszawy.  A taki typ jak dziennikarz lokalny nie istnieje w ogóle. I kuniec.
Natomiast Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich ukarało Wojciecha Cieślę z „Dziennika – Gazeta Prawna” przyznając mu tytuł „Hieny roku”. Pan Wojtek  rozmawiał z jegomościem, który miał pogrążyć posła Platformy Obywatelskiej, znanego harcownika Janusza Palikota. Sęk w tym, że nie rozmawiał z tym, z którym myślał, że rozmawia. I wyszła z tego klasyczna komedia pomyłek. Dodam tylko, że warszawka już ujęła się za panem Wojtkiem, zebrano nawet jakieś podpisy. Przecież on taki sympatyczny jest, ten pan Wojtek, zostawcie go w spokoju! Moją uwagę za to zwróciła uwagę dobroduszność Palikota wyrażona na jego blogu, słowem dobry jest w te gierki.

SDP dopadło hienę na miarę swoich możliwości…

Diploma

diploma

Jak już pisałem. Redakcja tego bloga włącza się w koszykarskie życie miasta. Czego efektem jest dyplom powyżej. Notabene zdobyty po zażartych bojach. Szczególne podziękowania dla kolegów, którzy ambitnie walczyli, jestem pewien, że następna gierka wyjdzie nam lepiej. Na razie musi nas zadowolić osobisty podpis burmistrza Tomasza Kałużnego.  Łzy wzruszenia zalały mi twarz…

To mitomanki

Jest taki jeden Biernat, co się mitami zajmuje, Tadeusz profesor. Miałem nieprzyjemność egzaminacyjną z mitologią Biernata. A właściwie z wynalazkiem pod nazwą teoria polityki. Ów Biernat utrzymuję, że tępy lud łyknie nawet najbardziej nieprawdopodobna bzdurę, wystarczy ją atrakcyjnie ubrać. To taka moja luźna interpretacja tegoż. Coś w tym musi być, skoro w życiu nasłuchałem się już bredni, w które ludzie wierzyli jak w Matkę Boską Częstochowską… że ino zapodam kilka, których w przedziwny sposób nie mogę zapomnieć.
1.Litwini dobrze grają w koszykówkę, bo tam u nich konstrukcja koszy pozbawiona jest tablic. Normalnie mają same obręcze przytwierdzone do słupów. Dlatego też młodzież spod Kowna ma tak ułożone nadgarstki, że trafia tylko i wyłącznie czyściochy, bo jak nie ma tablicy, to nie ma od czego odbić piłki… proste nie.
2. Trener były selekcjoner Piechniczek, stwierdził niedawno, że Serbowie dobrze grają w piłkę nożną, ponieważ mają w organizmie geny czetników partyzantów z czasów II wojny światowej. Dlatego mimo trudnej sytuacji gospodarczej w tym kraju młodzież na ofunflanych (nie tam żadnych „Orlikach”) boiskach rżnie w piłkę na potęgę. Wszystko po to, aby się wyjechać grać na Zachód. Jest jeszcze opcja, że chłopaczki lubią po prostu grać, ale nie koniecznie zaraz do NRF-u wyjeżdżać.
3. Piechniczkową teorię o Serbach żywcem pasuje do tej, w której w koszykówkę potrafią grać tylko Murzyni. Kto Murzyna ma, u tego Murzyn gra?
4. Aha, no i Polacy, ci ponoć kontratak wyssali z mlekiem matki. Mamy gen o nazwie husaria, który uruchamia się podczas meczów piłkarskich. Dlatego potrafimy grać tylko z kontry. Z czego zazwyczaj do przerwy wychodzi nam 0:1.
Więcej bzdur nie pamiętam
ale
ciąg dalszy chyba nastąpi…

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";