Bałwany ludojady

 

Każda prognoza pogody brzmi jak wyrok śmierci. Jutro śnieżyca, pojutrze śnieżyca, za tydzień śnieżyca, za miesiąc pieprzona śnieżyca. Gdy to słyszę, to za każdym wiem że moi ukochani chłopacy nie dadzą rady. Pięć centymetrów śniegu i ich nie ma. Albo przywołując olimpijską parabolę to będzie jak skok Eddiego „Orła” Edwardsa, równie komiczny jak krótki. Lecz nie to jest przerażające. Otóż moi kochani drogowcy to jaskiniowcy, którzy patrzą na cienie  zafajdanej lodowatej rzeczywistości w niedoświetlonej pieczarze. Stąd problem poznawczy. To powoduje, że zimowi żołnierze nie rozróżniają wiadra od karabinu,  drogi odśnieżonej od nieodśnieżonej. W sumie nie wiem co  robić, gdy ktoś wmawia mi że białe jest czarne. Postanowiłem działać sam, w samochodzie wożę wielką łopatę antyśniegową, może jeszcze pług sobie do renówki przyczepię i będę świadczył usługi dla ludności… odciętej od świata.

Szit

obrazy-061

Wszelakiej maści monopoliści mają zazwyczaj dowcip młota kowalskiego. Na przykład ostatnio irytuje mnie Gadu-Gadu. Jakiś czas temu zainstalowałem sobie wersję dziesiątą tego wynalazku, po czym okazało się, że ten szit ma przyspieszenie pociągu towarowego, a więc ten szit wywaliłem, bo jak mawia klasyk: jaja mogą być, ale umyte. Ostatecznie stanęło na wersji siódmej czy fucking coś. I że tak powiem: działa. Ale zafajdane żółte słoneczko nie dawało odporu. Teraz gdy za każdym razem ożywiam to cudowne dziecko polskiego internetu pojawia się kopertka z informacją: Ty kurwa frajerze, jak śmiałeś odinstalować cudowną dziesiąta wersję naszego komunikatora. Teraz chuju ciebie za to ukaramy. Nie będziesz mógł łączyć z numerami powyżej j 17.000.000. Chyba, że przeprosisz i na powrót zainstalujesz dziesiątą wersję.
W łebkach się poprzewracało. Tak myślę, że musi wrócić Jarek i zrobić porządek! Tak Jarku wróć! I wróci stary porządek: zimową porą będą szykować architekci plany budowy dróg, plany budowy dróg, podkreślam jeszcze raz plany budowy dróg, a na wiosnę wyjdziemy z budową dróg i ulic, bo jakie mamy drogi, jakie mamy drogi…

Aha i jeszcze o fotce. To zdjęcie zostało umieszczone w przedostatniej „Polityce” przedstawia Wrześnię z lat okupacji. Tylko nie jestem pewien na jakiej to ulicy się dzieje, chyba na Witkowskiej?

Teraz walnę niedźwiedzia po swojemu

Kiedyś bardzo mnie bawiło budowanie, szykowanie, porównywanie, spisywanie, słuchanie wszelakich list przebojów, bilbordów, top tenów, uk chartów i innych takich wynalazków, ale jak urosłem to mnie przestało to bawić. Ostatnio zacząłem karleć, więc stare głupoty wracają jak morskie fale. A więc postanowiłem znowu zbudować mały top ten, po części dla tego, że Marek Niedźwiedzki, wyprodukował kolejny Top Wszechczasów. Dla niezorientowanych „Niedźwiedź” nadaje teraz ze Złotych Przebojów, bo że tak powiem z „Trójki” sobie poszedł czas jakiś temu. Odkryłem też z przerażeniem, że mój mózg jest sformatowany jak radio z 80’s collection, więc nikogo tutaj nie zaskoczę specjalną wynalazczością. Kolejność przypadkowa. A więc dajesz Biernacik…

 

Pamiętam, że w licealnym radiowęźle często leciała „Layla”. I to był czas kiedy pierwszy raz to usłyszałem. To była wersja unplugeed, jak dla mnie zjebana, sprofanowana, no ale Clapton wziął swoje od MTV więc…, w radiowęźle komuś najwidoczniej MTV też smarowało. Potem u Kaczkowskiego w „Trójce” czy w innej nocy człowiek usłyszał to co powinien usłyszeć, czyli wersję elektryczną. I teraz mogę się przyznać, że to ja w londyńskim metrze napisałem, że Clapton jest Bogiem.

Dla mnie „Queen” był najlepszy, gdy wchodził do dyskoteki. „Ga Ga” jest klinicznym przypadkiem tegoż, więc panie Rodżerze Taylorze, dziękuję panu za ten beat i perkusję, rakieta normalnie. Jak byłem mały i pytano mnie, co to „Queen” odpowiadałem… ga,ga hehhe.

„Trójka” w 1997 r. transmitowała koncert Camela z kongresowej, a ja to słuchałem i nagrywałem na kasetę. Potęga!, zwłaszcza „Irish Air” w tamtej trójkowo-kongresowej wersji. Ciary chodzą.

Miałem problem, bo nie wiedziałem co wybrać: „Black Celebration”, „Stripped” czy „Halo” albo „Policy of truth”. Padło na ten ostatni, bo to myślę największy power z najlepszych lat Depeszów.

O tej pani pisałem dosyć niedawno. Ale napiszę jeszcze raz. Widziałem koncert Mylen w Bercy retransmitowany przez TVP, gdzieś pod koniec 1996 r. I ten wyemancypowany kawałek zapadł mi w pamięci. Na tyle, że sobie go przypomniałem po trzynastu latach, ba… ściągnąłem sobie cały ten koncert. Pojeb ze mnie i tyle.

Miami Vice za mną chodzą wciąż. Nie wiem z czego, to wynika, może dlatego, że emeryturę chciałbym spędzić pod palmami na Florydzie, jak nie przymierzając minister „Miro”. Na razie pierwszy sezon „Vajsów” i wszystkie płyty Hammera już mam. Teraz trzeba zarobić na „emę”.

Dlaczego Chicago Bulls byli sześć razy mistrzami NBA! Bo Alan Parsons nagrał im intro. Właściwie Bullsi, wyciągnęli mu utworek z niebytu. Myślę koszykówka, słyszę „Sirus”, słyszę „Sirius” myślę Jordan. Czy jakoś tak. Typowy enjdżajzer jak dla mnie.

Kiedyś w moim pokoju wisiały plakaty Depeszów, filmowy poster z Kevinem Costnerem w roli Robin Hooda, a Jean-Claud Van Damme pokazywał swój biceps, było też miejsca dla Mari i Pera. Utwór ten pochodzi z najbardziej zjechanej kasety jaką miałem.

Miało być dziesięć, ale jest osiem. Te dwa muszą sobie jeszcze zasłużyć, no!

Prezydent gminy

Zastanawiam się – bo w przyszłym roku wybory – kto zostanie prezydentem mojej gminy. Moja gmina, to no właśnie… gdzie to właściwie jest? I to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, ponieważ tak będzie dla mniej lepiej, bezpieczniej… Dosyć tego epciu pepciu. Przejdźmy do konkretów. Wymóżdżyłem kogo niekoniecznie trzeba wybierać, nie ukrywam że mocno będę generalizował.

1.Chłop – jest po to, aby uprawiać rolę, albo kulturę, ale niekoniecznie musi pchać się do urzędu, ponieważ mimo wszystko gmina, to organizm wyższego rzędu niż rozlatująca się zaścianek. Ludzi o mentalności cepa jest sporo, ale panie my tak drugiej Japonii nie zbudujemy! Jeśli nawet taki jeden z drugim ma hemzetkę, holksawagen i horyzont, to nie znaczy że się nada na prezydenta. Wiadomym jest też, że horyzont na drodze między domem a chlewem jest dość wąski.

2. Nauczyciel – pewna klasyczka rzekła onegdaj, że nauczyciele rujnują budżet. No to gdy prezydentem zostanie nauczyciel, to reform w oświacie raczej nie będzie, a bilansik można przewidzieć cieniutki, jak cienka czerwona linia. I tak panie przez całą kadencję. Trudno wyobrazić sobie nauczyciela likwidującego i prywatyzującego szkoły, albo zwalniającego panią Zosię – księgową, albo pana Jurka – woźnego. Oni są przecież tacy sympatyczni!  Co istotne, taki nauczycielski wódz, będzie wiedział wszystko najlepiej i nie znosił sprzeciwu, nieprawdaż?

3. Urzędnik – poje… tego gatunku wydaje się być nie do opisania. Prezydent urzędnik kojarzy mi się z bezwładem decyzyjnym, kurczowym trzymaniem się papierków, i punktualnością do 15.00.  I jeśli pan inwestor z milionem dolców zapuka do drzwi urzędu o 15.05, nie będzie obsłużony. Bo urząd tutaj rulez! Nie jedna gmina przez prezydenta urzędnika stoczyła się i nie jedna jeszcze się stoczy. Tako żem rzekł.

4. Dziennikarz – Jak skasować gminę? Obierzcie sobie na prezydenta dziennikarza, to wam wywali wszystko do góry nogami. Dranie bez skrupułów. Wierzą w potęgę szczegółu, ale tutaj trzeba być ojcem narodu i przymykać oczy na różne niegodziwości. Prezydent dziennikarz, będzie też zwalczał miejscową prasę, radio i telewizję. Chce mieć monopol na rację.

Cdn.

W każdym siedzi jakaś hiena…

 

Dzisiaj będzie o konkursach piękności, czyli nagrodach. Znów okazałem się prorokiem globalnym, gdyż rok temu stwierdziłem w tymże periodyku, że różne Lisy, Olejniki i Żakowskie mają jakoby abonament na Grand Pressa. I co? Słowo ciałem się stało. Tomasz Lis dostał grand priksa za 2009 r., a szczerze pisząc myślałem, że nagrodę dostanie jakiś dziennikarz lokalny z Pcimia Dolnego. Ale wyszło na moje: że w Polsce mamy trzech, czterech dziennikarzy, reszta to sieroty opóźnione w rozwoju zwłaszcza te spoza telewizji i Warszawy.  A taki typ jak dziennikarz lokalny nie istnieje w ogóle. I kuniec.
Natomiast Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich ukarało Wojciecha Cieślę z „Dziennika – Gazeta Prawna” przyznając mu tytuł „Hieny roku”. Pan Wojtek  rozmawiał z jegomościem, który miał pogrążyć posła Platformy Obywatelskiej, znanego harcownika Janusza Palikota. Sęk w tym, że nie rozmawiał z tym, z którym myślał, że rozmawia. I wyszła z tego klasyczna komedia pomyłek. Dodam tylko, że warszawka już ujęła się za panem Wojtkiem, zebrano nawet jakieś podpisy. Przecież on taki sympatyczny jest, ten pan Wojtek, zostawcie go w spokoju! Moją uwagę za to zwróciła uwagę dobroduszność Palikota wyrażona na jego blogu, słowem dobry jest w te gierki.

SDP dopadło hienę na miarę swoich możliwości…

Diploma

diploma

Jak już pisałem. Redakcja tego bloga włącza się w koszykarskie życie miasta. Czego efektem jest dyplom powyżej. Notabene zdobyty po zażartych bojach. Szczególne podziękowania dla kolegów, którzy ambitnie walczyli, jestem pewien, że następna gierka wyjdzie nam lepiej. Na razie musi nas zadowolić osobisty podpis burmistrza Tomasza Kałużnego.  Łzy wzruszenia zalały mi twarz…

To mitomanki

Jest taki jeden Biernat, co się mitami zajmuje, Tadeusz profesor. Miałem nieprzyjemność egzaminacyjną z mitologią Biernata. A właściwie z wynalazkiem pod nazwą teoria polityki. Ów Biernat utrzymuję, że tępy lud łyknie nawet najbardziej nieprawdopodobna bzdurę, wystarczy ją atrakcyjnie ubrać. To taka moja luźna interpretacja tegoż. Coś w tym musi być, skoro w życiu nasłuchałem się już bredni, w które ludzie wierzyli jak w Matkę Boską Częstochowską… że ino zapodam kilka, których w przedziwny sposób nie mogę zapomnieć.
1.Litwini dobrze grają w koszykówkę, bo tam u nich konstrukcja koszy pozbawiona jest tablic. Normalnie mają same obręcze przytwierdzone do słupów. Dlatego też młodzież spod Kowna ma tak ułożone nadgarstki, że trafia tylko i wyłącznie czyściochy, bo jak nie ma tablicy, to nie ma od czego odbić piłki… proste nie.
2. Trener były selekcjoner Piechniczek, stwierdził niedawno, że Serbowie dobrze grają w piłkę nożną, ponieważ mają w organizmie geny czetników partyzantów z czasów II wojny światowej. Dlatego mimo trudnej sytuacji gospodarczej w tym kraju młodzież na ofunflanych (nie tam żadnych „Orlikach”) boiskach rżnie w piłkę na potęgę. Wszystko po to, aby się wyjechać grać na Zachód. Jest jeszcze opcja, że chłopaczki lubią po prostu grać, ale nie koniecznie zaraz do NRF-u wyjeżdżać.
3. Piechniczkową teorię o Serbach żywcem pasuje do tej, w której w koszykówkę potrafią grać tylko Murzyni. Kto Murzyna ma, u tego Murzyn gra?
4. Aha, no i Polacy, ci ponoć kontratak wyssali z mlekiem matki. Mamy gen o nazwie husaria, który uruchamia się podczas meczów piłkarskich. Dlatego potrafimy grać tylko z kontry. Z czego zazwyczaj do przerwy wychodzi nam 0:1.
Więcej bzdur nie pamiętam
ale
ciąg dalszy chyba nastąpi…

Uwolnić kretyna

11 listopada wziąłem paszport i przekroczyłem granicę Związku Radzieckiego na przejściu w Borzykowie. Z racji tego, że wykonywałem strategiczne czynności służbowe nie mogę zdradzać szczegółów operacji. Jednak nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie pewna idea, która na granicy unosiła się niczym balon napompowany helem, a zwróciła moją uwagę (no to na pewno musi być coś co uderzy w system korporacji buhehhehe). „Uwolnić wójta” w tych dwóch słowach ujęto, to co ogólnie wszyscy wiedzą, ale też wszyscy milczą na ten temat. Media też siedzą cicho w dziurze, bo zazwyczaj brakuje twardych dowodów. I żeby tylko tego.
Pomijając to, kto to tę akcję wymyślił to się trochę ucieszyłem, że ktoś oprócz mnie widzi ten problem. Celne było wskazanie paluchem, że korupcja, nepotyzm, kumoterstwo (choć może to w pojedynczych przypadkach jest dobre) w samorządzie najlepiej widać na zawalonych wiochach, gdzie kadencyjność wójtów często zamienia się w omnipotencję, żeby nie powiedzieć jakąś zafajdaną dynastię i rządy klanu. Ba! Nawet gówniane stołki w urzędach gminnych są etatami dziedzicznymi przechodzącymi z ojca na syna, z matki na córkę itd. Walka o te dożywotnie synekury idzie na noże. Totalna paranoja, to też strach przed nowym: nowymi porządkami, nowymi ludźmi i pomysłami.
Do tego dorzuciłbym jeszcze pewien społeczny fatalizm; gdy na fotelu wójta – kretyn zastępuje kretyna.  Jak to możliwe, że wyborcy dwa razy się pomylili? Skoro wybrali kretyna na urząd, to może sami są kretynami? Raczej problem tkwi w braku wyboru. Często bywa tak, że można wybrać tylko między śliniącym się grubasem a chudym przyjebem. Dlaczego tak się dzieje? Ci bardziej kompetentni i mądrzejsi w wyborach nie startują, bo albo nie mają kwalifikacji wyborczych: (nie są rolnikami, nie piją wódki, albo nie pracują w urzędzie, mają wyższe wykształcenie, lub czegoś się dorobili, odnieśli jakiś sukces), albo widząc to szambo (rada gminy wybierana w wyborach większościowych) dają sobie spokój. Tak zwana wykształcona młodzież, też ma jeden pomysł na życie, który można skwitować w trzech słowach: Spier… z tej wiochy!

Non omnis moriar…koszykówki we Wrześni

Na tym blogu wspieramy wszelkie akcje animacyjne i sanacyjne dotyczące koszykówki. Dlatego z zadowoleniem przyjmujemy kolejną inicjatywę Macieja Szelągiewicza, który organizuje drugą z rzędu imprezę koszykarską w naszym mieście. Maciej wysłał e-maile do mediów – także do Dystryktu Września - który w całości przytaczamy:

Amatorski Turniej Piłki Koszykowej Basket Cup Września 2009 to już historia. Turniej zakończył się sukcesem nie tylko sportowym. Pokazał, że w naszym regionie jest duża grupa ludzi kochających koszykówkę. W Turnieju wzięło wielu zawodników.
Młodzież wrzesińska odnosiła znaczące sukcesy na różnych szczeblach rozgrywek szkolnych, a drużyna seniorska dzielnie radziła sobie w rozgrywkach ligowych. Mecze ligowe gromadziły w hali przy ul. Słowackiego ogromne ilości kibiców.
We Wrześni zawsze były duże tradycje związane z koszykówką.
Myślę, że możemy te tradycje koszykarskie kultywować. Stworzenie silnej drużyny reprezentującej Wrześnię to zadanie dla trenerów, sponsorów i nauczycieli w szkołach.
Rozbudzenie jednak sympatii oraz zamiłowania do koszykówki możemy próbować organizując takie małe turnieje. Pierwszy pokazał, że chętnych nie brakuje.
W związku z dużym zainteresowaniem chętnie podejmę próbę zoorganizowania Gwiazdkowego Turnieju Koszykówki. To taki prezent gwiazdkowy dla sympatyków i miłośników koszykówki. Myślę, że to dobry sposób spędzania wolnego czasu dla mieszkańców Wrześni.
Spotkanie organizacyjne dla chętnych koszykarzy amatorów odbędzie się w piątek 13.11.2009 o godzinie 19.00 w hali sportowej Gimnazjum nr 2 we Wrześni przy ul. Słowackiego.
Maciej Szelągiewicz

Rzutmy rożne

 

Jak patrzę na ryj Smudy, to mogę powiedzieć, że nic z tego nie będzie. A jeśli już, to najwyżej kiszka. No, ale dla tak zwanej prasy centralnej – Gazety Wyborczej i nie tylko – to złoty cielec, zbawca, mesjasz, prorok kurna globalny. Choć tu i ówdzie pojawiają się już głosy rozsądku, że ten starszy pan od ponad roku niczego nie wygrał, przegrał prawie pewne mistrzostwo z Lechem Poznań itp., itd.
Parę lat temu przeczytałem wywiad z Maciejem Szczęsnym w Dużym Formacie, i fragment tej rozmowy – który szczególnie zapadł mi w pamięci – pozwoli wam poznać bliżej morfologię Smudy, zwanego również Franzem. 
 

 -  I jak było w szatni Widzewa?

- Chłopaki przyjęli mnie dobrze. Ale przy pierwszej przemowie trenera Franciszka Smudy dostałem padaczki ze śmiechu. Chłopaki byli przygotowani, postawili kołnierze od dresów, żeby zasłonić usta. “Frantz” mówi: “Dziś zajmiemy się rzutyma rożnami… rzutymi rożnemi…”, z boku ktoś podpowiada: “Trenerze, kornerami”, Smuda: “A chuj, kornerami”, to ja padłem, jakbym był w kabarecie. Ale po dwóch tygodniach byliśmy z “Frantzem” najlepszymi kumplami. Pozwolił mi dojeżdżać codziennie z Warszawy na trening, tylko żebym się nie tłumaczył, że się spóźniłem pięć minut, bo mi dróżnik w Przecławiu opuścił szlaban.

I co wy na to? Już widzę – oczyma wyobraźni – te kornery kadry narodowej…

tb_pathToImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/loadingAnimation.gif";tb_closeImage = "http://filip-biernat.pl/wp-includes/js/thickbox/tb-close.png";